2013/10/24

Anoreksja

Ponieważ dzisiaj przygotowuję się do wyjazdu na pielgrzymkę, wieczorem idę na noc do Dżasty i nie będzie mnie w domu przez kolejne dwa dni, postanowiłam dziś wyrazić coś w rodzaju swojego zdania na temat anoreksji. Temat w moim przypadku na czasie, nawet bardzo.

Jestem licealistką w klasie maturalnej. Zwykłą dziewczyną z małego miasta, nikim specjalnym w społeczności uczniowskiej, nie należę do osób bardzo popularnych w kręgach towarzyskich. Jak każda inna dziewczyna w moim wieku, jestem bombardowana wieściami związanymi z maturą, studniówką, ideałami piękna. To jest jakaś presja, jednak sobie z nią radzę, nie mam kompleksów, jakoś mi się żyję. Można powiedzieć, że mam szczęście, jednak czy to zależy od szczęścia?

Zawsze wzbudzam kontrowersje, gdy mówię, że chcę przytyć. "Ale jak to?!", pytają zszokowani rozmówcy. No tak, w świecie, gdzie trzeba być na siłę szczupłym, najszczuplejszym, takie twierdzenie jest wręcz oburzające! Chcesz być grubszym to tak jak być gorszym - ludzie często wyśmiewają cię z tego powodu, w ogóle cię nie znając. Nie zauważają niczego, prócz twojej wagi. To takie prostackie i świadczy o ograniczeniu intelektualnym danej persony, ale cóż zrobić, takie są realia. Otwierasz czasopisma, przeglądasz strony internetowe: szczupli, szczęśliwi i uwielbiani ludzie. Dziewczyna słabsza psychicznie, widząc coś takiego, wymięka i zaczyna terroryzować swoje ciało ćwiczeniami, skąpymi posiłkami, złymi myślami. I często tak pozostaje aż do leczenia lub po nim, bo nadal nie jest z siebie zadowolona. Cały czas dąży, by być motylem - być najśliczniejszą i najlżejszą.

Z natury jestem szczupła, niektórzy mówią, że bardzo, więc wiem jakie jest życie takich chudzinek. To wcale nie wygląda tak, jak wciska nam pierwszy lepszy tabloid. Wystające żebra, które wstyd pokazać na plaży, bo wszyscy wytykają palcem, śmianie się po kątach, że wygląda się jak z Auschwitz, niemożność kupienia ubrań, które się nam podobają bo zwyczajnie spadają, podpuchnięte oczy, słaba kondycja psychiczna od tego wszystkiego. Po co to wszystko - nadal nie rozumiem dziewczyn, które tak bardzo tego pożądają. To naprawdę nic dobrego. Przez to nie jesteście piękniejsze, ba, nawet brzydsze. Nie możecie tak dać się podejść, nie tędy droga.

Anoreksja to jadłowstręt. Jej przyczyny są różne, dobrze się na tym nie znam, ale staram wczuć się w typową anorektyczkę i ją zrozumieć. Stąd wiem, że ciągłe gadanie "Zjedz coś" lub "Musisz przytyć, bo jak ty wyglądasz" wcale nie pomaga. Chorą będzie to podjudzać do dalszej destrukcji, nie będzie widziała problemu. No i szczerze - takie gderanie wcale nie zachęca do spożycia posiłku i czerpania z niego jakiejkolwiek przyjemności. Jeżeli macie kogoś w otoczeniu, kto boryka się z anoreksją - proszę, nie mówcie tak. Słowa mają wielką moc i takie gadanie tylko popchnie waszą koleżankę (lub kolegę) w gorsze bagno. Lepiej zaalarmować kogoś o problemie, kto zna się na rzeczy lub wie, kogo innego się poradzić. Nie zwlekajcie także z wątpliwościami - wspierajcie osobę w potrzebie, rozmawiajcie z nią i nie zostawiajcie jej.

Nadchodzi czas studniówek, więc proszę, miejcie się na baczności. Pamiętajcie, że w odchudzaniu się nie ma w sumie nic złego, jeżeli macie poważną nadwagę i chcecie zrobić to dla zdrowia. Ale głodzenie się na siłę, by założyć sukienkę w najmniejszym rozmiarze... to mija się z celem. Nie róbcie niczego dla czyjegoś poklasku, bo on i tak nie będzie szczery. Jeżeli czujecie się ze sobą dobrze, nie zmieniajcie tego dla osób, które i tak niewiele znaczą w waszym życiu. Po takiej niechcianej zmianie będziecie chciały wrócić do przeszłości, a to będzie niemożliwe.

Jedzenie niech będzie dla was przyjemnością. Próbujcie nowych smaków, zdrowych potraw i tych mniej, życie jest zbyt krótkie, by nie starać się go poznać nawet od strony posiłków.

***

To by było na tyle. Fajnie by było, gdyby ktoś się wypowiedział na ten temat poniżej. Ja tymczasem lecę przygotowywać się do pielgrzymki, zegar tyka!

xoxo