2014/07/30

Because before the start began, I always saw the end.

To zabawne, jak najdrobniejszy gest od specjalno-niespecjalnej osoby może zmienić tak wiele. Jedno spojrzenie, podanie dłoni, z pozoru zwykły uśmiech są zdolne namieszać w głowie tak, że leżysz przez całą noc zastanawiając się, czy można coś zmienić. Układasz milion scenariuszy pod tytułem "Co by było gdyby...?", że może jednak zrobiło się błąd, że może jednak dałoby się coś zrobić totalnie inaczej, jeszcze jest czas, może nie teraz, to później. Odmienić przeszłość, a jak nie, to naprawić przyszłość. Przecież te wszystkie drobne sygnały nie były bez powodu! Coś jeszcze jest, coś... I nagle dochodzisz do przykrej prawdy, że już i tak jest za późno i tak naprawdę to wszystko, co chciałbyś mieć, i tak niedługo stracisz. Nieustannie widzisz koniec maskarady dwójki ludzi, którzy nałożyli na twarze maski idiotów i zdają się nie widzieć okoliczności skazujących ich na tragedię. I na nic to "coś".

Ale może jednak...
Nie.

Po wczorajszym dniu sama przeleżałam tak w łóżku kilka bitych godzin. Spać nie spałam długo, a tuż po przebudzeniu moją głowę zaprzątały myśli z dobranocki. Przyniosły mi więcej rozczarowania jak bólu, jednak uświadomiłam sobie, że moje decyzje okazały się najlepszym wyjściem. W życiu nie ma nic za darmo, a "drogo płaci ten, który wybrał nic nie tracić". Ja jestem niewypłacalna i musiałam rezygnować z ważnych dla mnie osób na rzecz przyszłości, o którą tak silnie walczyłam. O lepsze jutro. Jak z czegoś rezygnuję to pragnę mieć coś w zamian. Chcę mieć pewność, że tracąc i raniąc daną personę, przy okazji sama siebie kalecząc, uzyskam coś, o czym marzyłam.

Szukam zrozumienia a nie mam pewności, czy mnie zrozumieli właśnie ci pokrzywdzeni przeze mnie. Mam nadzieję, że nie wyszłam w ich oczach na zimną sukę, która bez względu na wszystko brnie do swego celu. Nie. Mnie też to boli. Ale chcę spełnić marzenia i żyć. I nie chcę nikogo zmuszać, by żył razem ze mną. Nie mogę żądać od nikogo, by zmienił swoje plany, bo tak mi się podoba. Z wzajemnością.

Wokół mnie mówi się, że jestem egoistką. Może i tak. Nie będę przeczyć, bo często robię egoistyczne rzeczy całkowicie bezmyślnie, nie zwracając uwagi, co najlepszego uczyniłam i dopiero po długim czasie się nad nimi zastanawiam. Wytrzymać ze mną jest trudno i to fakt niezaprzeczalny, patrząc po liczbie bliskich mi osób. Z mojego punktu widzenia to, co podjęłam w stosunku do znajomych, rodziny, jest po części egoistyczne. Przepraszam, ale inaczej nie potrafię. Nie widzę też innego sposobu na ułożenie się relacji między niektórymi.

Chciałabym powiedzieć, że tak po prostu miało być, że rozstania nie są spowodowane przez ludzkie decyzje. To było by takie proste i przyjemnie. Chcieć nie znaczy móc.

Ja ograniczam decyzjami innych, a oni mnie. Jeżeli ktoś ma mnie jako opcję dodatkową, to po co ja mam się wysilać? Po co mam traktować osobę poważnie, osobę, która nie pomyślała o mnie choć przez moment w ten sposób? Mogę oddać siebie ale tylko wtedy, gdy mam pewność, że ta osoba też mi siebie odda. Gorzej, jak wszystko idzie tak, jak powinno, gdy mamy się nawzajem i... trzeba sobie powiedzieć do widzenia.

Teraz tylko proszę los o szczęśliwą kartę zarówno dla tych osób, jak i dla mnie. Kurewsko się przyda, coś czuję.

Znacie to uczucie, gdy przypadkowo znajdujecie utwór tak dokładnie opisujący Wasz stan emocjonalny? Coś pięknego, a zarazem może przynieść tyle smutku...




3 nowości na dziś:
1. Byłam pierwszy raz u E. w jej nowym apartamencie, który obejrzałam stojąc w salonie - taka mała ta jej klitka, ale bardzo przytulna.
2. Nie weszłam w spodnie! Zaczynam wreszcie tyć <3
3. Starring role - przypadkowo usłyszana piosenka na laście, idealnie opisująca moją obecną sytuację oraz to, co czuję, piękna, cudowna, zakochałam się w niej po uszy.

XOXO

Brak komentarzy: