2014/09/18

Coraz bliżej wyjazdu.

Jak sami widzicie mój wspaniałomyślny pomysł o wypisywaniu 3 dokonanych pierwszy raz rzeczach nie wypalił. Zabrakło mi motywacji, ale głównie chęci. Przez ten cały czas obijałam się regularnie i szczerze Wam powiem, wcale nie było mi z tym źle. Może z czasem będę sobie wypominać, że powinnam konstruktywniej wykorzystać wolne chwile, nie zaprzeczę. Z drugiej strony ten czas obfitował w wielogodzinne rozmyślania nad tym, kim jestem, kim chciałabym być, czego żałuję, a czego nie.



Chyba każdy z nas łapie takie chwile i zastanawia się nad sobą. Czasami zdarza mu się dojść do konkretnych wniosków i stara coś się ze sobą zrobić. Najczęściej jednak bagatelizujemy wszystko i ciągniemy stare życie z niezłamaną determinacją. Zmieniamy coś dopiero, gdy dostajemy jakiś bodziec. Tym bodźcem może być poznana nowo osoba, jakiś wypadek, naprawdę silna chęć zmian itd. Tak naprawdę wszystko zależy od naszej osobowości.

W moim przypadku sporo dała mi dość krótka rozmowa z 31-letnim Szwedem. Odezwałam się po roku do gościa, bo zwyczajnie nie zauważyłam wiadomości na fejsie. Cóż, tempo niewiarygodne, ale uznałam, że może jednak warto i, jak się okazało, miałam rację. Samuel podczas trochę sztywnej rozmowy stwierdził, że żyje marzeniami. Zapytałam, co dokładnie ma na myśli - przecież równie dobrze mógł być zwykłym marzycielem albo spełniać każde ze swoim pragnień. Odpowiedzią okazał się ten drugi wariant i szczerze muszę przyznać, że zazdroszczę mu jego przeżyć.

Nieznajomy jest magikiem i dzięki temu jest w stanie utrzymać siebie. Niezmiernie cieszy się z tego, że pasja przynosi mu nie tylko przyjemność, ale i chleb. Wciąż staje się coraz lepszy i w ogóle nie nudzi mu się pokazywanie ludziom różnych sztuczek. Dotychczas poznał masę ludzi, swoją dziewczynę, która jest dla niego najwspanialsza. Podróżował: był w większości krajów Europy, ale jego stopa stanęła również wielokrotnie w Afryce. Co mówi na ten temat Samuel? If you want to travel somewhere, go there. If you want to kiss a cute guy - kiss him. And so on.

Te proste słowa wywarły na mnie nieoczekiwane wrażenie. Jakbym pierwszy raz usłyszała podobną do tej myśl. A przecież coraz przeglądam podobne temu hasła na kwejkach czy innych tego typu portalach! Słyszę w piosenkach!A jednak dopiero teraz jakiś sens dotarł do moich uszu. Dlaczego? Czyżbym wcześniej nie chciała tego w ogóle rozważyć?

Zmieniłam swoje nastawienie. Chcę żyć inaczej, więcej widzieć, poznawać nowych ludzi i robić masę rzeczy. Uwolnić się z sobie samej narzuconych łańcuchów i na nowo odkrywać świat. Wydaje się proste, ale jednak zmiana otoczenia wydaje mi się niezbędna. W moim szarym wypizdowie każdy ma już swoją plakietkę, której zmienić się w większości przypadków nie da. Wyjazd na studia jest dla mnie idealną szansą - zaczynam w Poznaniu, gdzie każda kostka brukowa jest inna i obca, gdzie przewija się multum ludzi i nikt nie zna mnie z widzenia. Mam również obawy - pierwszy raz będę musiała żyć kompletnie po swojemu. Być może powinie mi się noga, być może nie. Oby nie.

Coś za coś. Opuszczam przyjaciół i rodzinę, którzy są istotni w moim sercu. Wszyscy się pytają, dlaczego tak daleko na te studia, twierdzą, że to moja pusta zachcianka, bo równie dobrze mogłabym gdzieś indziej, ale bliżej. Że podobno chcę uciec... Owszem, że chcę, ale nie od każdego. Nikt się jednak z tym nie liczy. Nie rozumieją, ile z mojej strony stanowi to poświęcenia i cierpienia. Nie rozumieją, jak to jest zrezygnować z osób, na których ci zależy, a które w sumie ciebie nie rozumieją. To przykre, ale nie można pozwolić takim personom usidlić się. Trzeba walczyć o swoje marzenia i jeżeli serce ma choć odrobinę wątpliwości to niezaprzeczalny znak, że droga, którą podążasz, nie jest do końca tą dla Ciebie. Walcz o swoje i nie poddawaj się. Daj z siebie wszystko.

Czasami pożegnania to jedyna rzecz, którą należy zrobić.

XOXO

Brak komentarzy: