2014/10/05

Ama w Poznaniu: Pierwsze dni w Babilonie.

Studia to dla mnie nowe życie, które muszę przyznać, rozpoczęłam z kopyta. Pierwszy tydzień mam za sobą, szczerze mówiąc mam wrażenie, że minęły zaledwie dwa dni. Już dawno nie czułam, że żyję, że jestem. Dawno nie poznałam tylu ludzi, dawno tyle się nie śmiałam. Wreszcie mam kogoś, do kogo mogłabym poczuć coś więcej, nowe miejsca sprawiają że się gubię, a tramwaje zmuszają mnie do myślenia nad życiem i wrzucają w emocjonalny dół. Jest wspaniale.



1. Przyjazd

Ponieważ jestem z daleka nie miałam za bardzo wyboru, kiedy przyjeżdżam do Poznania. Trasy między miastami są straszne. W moim przypadku wyszło tak, że w Babilonie zawitałam koło 6 rano. Oczywiście nie ma z tym większego problemu, jednak jest z tym trochę niewygodny. Stąd taka mała porada: zadzwońcie wcześniej, że przyjedziecie z samego rana, by się zakwaterować. Kierownik przygotuje wtedy odpowiednie papiery, otrzymacie kluczyk i nawet o 6 rano będziecie mogli się wprowadzić. Ja musiałam trochę poczekać - i tak stosunkowo krótko, bo Pan lubi przychodzić wcześnie do pracy :D Wybrałam sobie pokój, dostałam pościel (proponuję wziąć, nawet jak macie swoją ze sobą. A nuż widelec się przyda?) i poszłam zwiedzać swoje nowe cztery kąty.

2. Wygląd pokoju.

Hiltonu proszę nie oczekiwać, w ogóle ej - jesteście w akademiku, to jest przetrwanie. Ogólnie przeprowadzałam się z jednego pokoju do drugiego. Są do siebie podobne jeżeli chodzi o wymiary i komplet mebli, mimo to różnią się ogólnym stanem. Obecnie mam duuużo starsze meble, lodówkę Polar (w sumie dobrze chłodzi), lampkę i kilka kontaktów. W Babilonie nie ma wifi - zaopatrzcie się w kabelek, inaczej nic nie zdziałacie. Przydatny okaże się również przedłużacz, bo większość kontaktów jest za szafami, co w ogóle jest bez sensu. Ale trudno. Łóżka mogą być, człowiek się mieści, ale w poprzek się nie położysz. Jak na trójkę mamy tu sporo miejsca, da się normalnie żyć.

3. Kuchnia i łazienka.

Rozpacz. To jest opcja dla serio mało wymagających, Wszystko jest w stanie po prostu złym. Owszem, dasz radę coś ugotować, umyć się, ale zapachu fiołków nie uświadczysz a oczy zobaczą istny syf. Najgorzej jest w weekend - wtedy nie przychodzą kochane panie sprzątaczki...

4. Korytarz.

Miejsce życia towarzyskiego - jeżeli nie chcecie codziennego darcia mordy, to polecam brać pokoje na skrajach korytarza. Tam na spokojnie wyjdziecie zapalić, wypić piwko, pośpiewać do 4 nad ranem. Totalny luz jest wszechobecny i sprzyja zawiązywaniu nowych znajomości. Najlepiej jest własnie przy schodach, są one swoistym centrum i łączą wszystkich palaczy i melanżowiczów.

5. Pralnia.

Kolejne, wbrew pozorom, spoko miejsce. Pralki nie mają 50 lat, na spokojnie wypierzecie swoje ubrania. Wysuszyć je można w suszarni, choć każdy każdemu poleca kupno suszarki - zdarza się, że w ogólnej coś ginie i nie wraca do właściciela. Mam nadzieję, że mnie to nie spotka.

6. Ogólne wrażenia.

Mieszka mi się dobrze. Myślałam, że będzie dużo, dużo gorzej. Może mam takie wrażenie, bo nastawiałam się na dno z kamieniami, a dostałam... dno bez kamieni? Poznałam świeżych i kompletnie odmiennych ludzi, z niektórymi sobie porozmawiałam przez długie godziny, z innymi zaś jedynie przyszło mi śpiewać i odmawiać przygodnego seksu. Pokochałam miasto, które choć miejscami jest szare i jakieś niespecjalne to jednak sprawia, że czuję się tu pewnie. Uwielbiam, gdy spaceruję kompletna wolna w moim odczuciu i wypuszczam wolno dym z płuc. Uwielbiam blask latarni, podróż nocnym autobusem, smak wina w towarzystwie. Zmieniającą się zieleń w pomarańcz i czerwień w okolicznych parkach. Jest cudownie. Nie chcę przerywać tego snu, ba, nawet chcę, by rozkręcał się dalej, bo to, co mam sprawia, że mam coraz większy apetyt. Spać mniej, doświadczać więcej, nigdy się nie męczyć, śmiać się, zdobywać wiedzę i jeść. Bo kasa się kończy, trzeba korzystać.

You know I can take you straight to heaven if you let me...
You know I, I can make your body levitate if you let me...

Brak komentarzy: