2014/10/16

Samotność.

Pierwsze emocje minęły. Swobodniej czuję się podróżując tramwajami na uczelnię, znalazłam bliżej akademika potrzebne mi sklepy. Zapoznałam się z kilkoma osobami, miałam szalony wypad na karaoke, pierwsze zajęcia przesiedziałam na totalnym kacu. Napisałam pierwsze testy, doczekałam się pierwszych prac domowych. Zaczynam dogadywać się ze swoją grupą, z dnia na dzień każdy wydaje mi się coraz fajniejszy. I pomimo, że wciąż otaczam się ludźmi, zachodzę w nowe miejsca, czekają na mnie różne eventy i tak naprawdę mam tyle rzeczy do zrobienia, to jest jedna kwestia, która nie pozwala mi zachować spokoju i cieszyć się tym, co mam.

Tą kwestią jest dawno niespotykana przyjaciółka o imieniu Samotność.



Zdziwiłam się, gdy ustała w progu mojego życia. Nie spodziewałam się, że odwiedzi mnie tak szybko, zwłaszcza, że nie mieszkam w Poznaniu nawet przez miesiąc. Ale jednak ona o mnie nie zapomina i lubi pokazać mi swą brzydką twarz z uśmiechem pogardy. Owszem, czasami jest mi potrzebna i siedzimy razem kilka dni sam na sam przed kompem, bo po prostu mam taką ochotę. Obgadujemy wtedy ostatnie wypadki, dochodzimy do wniosku, że marnujemy swoje życia i rozstajemy się na jakiś czas. Każda z nas robi swoje. Chciałam jednak coś zmienić. Poznać masę nowych ludzi, znaleźć osobę i do spaceru, i do wódki, która będzie mnie wspierać. Pilnie poszukiwane jest również męskie ramię, które mnie obejmie w gorszy dzień i nie powie nic, po prostu będzie. Okazało się, że moje oczekiwana grubo przerosły rzeczywistość i dzień w dzień błądzę, szukając rozwiązania tak błahego, choć jak dla mnie dość poważnego problemu.

Pewnie większość by mi wyrzuciła fakt, że zamiast dalej krążyć i spotykać nowe twarze w akademickiej kuchni siedzę przed kompem i wypisuję swoje młodzieńcze żale. Po części może mieć rację, ale tak szczerze mówiąc nie dbam o to. Jest mi ciężko i nie mam już sił dawać z siebie wszystkiego, co mogę dać. To niewątpliwie trudne. Nigdy tak nie robiłam, miałam swoje towarzystwo, i choć były niezbyt ciekawe momenty to nie tak, jak teraz. Trudno zaufać dopiero co poznanej osobie. Usiąść i rozmawiać tak, jakbyśmy się znali od urodzenia i przeżyli razem każdą z opowiadanych historii. Nie potrafię sobie poradzić z uczuciem, że poznałam kogoś wartościowego, a nie mogę w żaden sposób rozwinąć tej relacji...

Siedzę więc tak sobie, spaceruję, palę papierosa, jadę do akademika i zawsze zastanawiam się, czy przypadkiem nie pominęłam jakiejś ważnej lekcji życia.

Gdzie jest mój klucz do szczęścia?