2014/11/11

To dobrze, bo inaczej sam bym Cię znalazł.

Czyżby?



***

11 listopada, Dzień Niepodległości. W moim rodzinnym mieście tradycyjnie wieje nudą, w Warszawie wyrywane są chodniki a tu, w Poznaniu, masa ludzi wyszła na Stary Rynek. W tym tłumie byłam również ja, P. oraz jej znajomi S. i A.

Ten wyjątkowy dzień wygląda tutaj zupełnie inaczej. Zakorkowane ulice przypominają mi te nasze koło cmentarza, gdzie z trudem się wjeżdża i wyjeżdża w Zaduszki. Multum ludzi, na chodniku, w tramwajach i autobusach. Wszędzie balony w dłoniach dzieci. Pierwszy raz widziałam tutaj taki ocean ludzkich ciał. Owszem, to nie tak, że ulice tu są puste (no, może wieczorne Winogrady to opuszczone miejsce i nie ma tu nawet kota) ale i tak nigdy nie byłam świadkiem czegoś takiego. Na początku tłum przeszkadzał mi, obijałam się o każdą przechodzącą obok mnie osobę. Z czasem jednak zaczęłam czuć się dużo swobodniej, aż wreszcie przestałam zauważać innych. Otaczały mnie różne zapachy, różne twarze, zabytki i muzyka. Podobało mi się, czułam, że żyję, nie paląc papierosa.

A. i S. byli naprawdę sympatyczni, jednak nijak nie mogłam załapać z nimi wspólnych fal. Ich rozmowy kręciły się wokół ich znajomych i rodziny, wokół motoryzacji a ja zwyczajnie nie mam o tym pojęcia. No i proszę, jak tu się wtrącić? Przemilczałam większość naszego spotkania, zagryzając loda o smaku rogali świętomarcińskich (chciałam kupić po prostu rogala, ale taniej wyszły lody - kupili je chłopaki).

Wróciliśmy potem do akademika, ja zjadłam maminy bigos i zaczęłam się nudzić. Przypomniałam sobie, że przecież rozpoczął się nowy sezon Fizruka i obejrzałam pierwszy odcinek. Jak na razie słabo, oczekiwałam czegoś innego, wcześniejsze postaci zostały odepchnięte gdzieś na bok i nie mam pojęcia, co się z nimi stało. Pojawiła się jednak jedna całkiem ciekawa i przystojna postać i mam nadzieję, że fajnie ją rozwiną. Oby!

A teraz siedzę z kubkiem herbaty i wiem, że on wrócił. Co robić? Pytać o spotkanie? Napisać, co mi leży na wątrobie? Udać, że wszystko jest okejka?

A może sam mnie znajdzie, tak jak obiecywał?
Nie można za dużo myśleć, bo to doprowadza człowieka do szaleństwa.  Prawdą jest, że im się mniej wie, to lepiej się śpi. Podobnie jest z oczekiwaniami co do kogoś. Szczerze: nie miejcie ich, bo w większości przypadków będzie czekało na Was rozczarowanie, albo będzie czuć niedosyt, co chyba jest jeszcze bardziej popapranym uczuciem.

A na koniec jebnijmy się w łeb.