2014/11/28

Złota zasada: nie rób planów.

Ja nie wiem, ale czy w tym mieście naprawdę nie da się czegokolwiek zaplanować? Już nie mówię o jakiś spotkaniach, ale chociażby o prostym "dzisiaj zmyję podłogę". No do Zimnej Czystej, czy zdanie "mam plany" tutaj nie ma prawa istnieć? Jak nie tramwaj ucieka, to kogoś nie ma, to ktoś pojedzie, to nie przyjedzie, to pogoda zła i okrutna, to to, to tamto...



Im dłużej tu jestem, tym bardziej nie lubię planować. Bo każdy, najdrobniejszy plan, się sypie. To sprawia mi zwykłą przykrość i powoduje, ze moje nieogarnięcie życiowe potęguje się coraz bardziej. Z drugiej strony nie umiem żyć bez planowania. Muszę mieć coś w porządku, a dobry plan na to luksusowe "coś" pozwala. A tu nawet ze śniadaniem jest problem...

Właśnie, nic dzisiaj nie jadłam.

Przelewu też nie ma, a miał być.

Kurwa.

Nawet na wino mnie nie stać! I czekoladę!

Już do tej biedy doszło, że czas przyszedł i stanęłam przed wyborem: fajki, czy jedzenie? Wytrzymałabym, naprawdę bym bez nich wytrzymała. Niestety Pan Nieogarnięty zburzył moją zajebistą świątynię spokoju i nadziei i, no cóż, wydało się 13,80zł. Dlaczego tak się zdenerwowałam?

Bo on był w planach, a plany się rypły. Słodko.

Chyba przestawię na robienie wszystkiego na spontanie: mniej zawodu, brak nerwowego wyczekiwania czegoś lub kogoś, jak chcesz, to coś się dzieje. Fajnie. Obawiam się jednak, że nie jestem na tyle odważna. Bo każda decyzja ciągnie ze sobą KONSEKWENCJE, a ja muszę wszystko przemyśleć, a to znowuż wiąże się z PLANAMI.

Błędne koło.

Powiedzcie mi, jak mam żyć, bo zupełnie nie mam weny.

A na koniec jebnijmy się w łeb...

2 komentarze:

Łukasz Sobczak pisze...

Ja jeszcze bym dodał, że popsuć nasze plany mogą ludzie, których miało nie być, a są. Tyle w temacie, zelipapą!

Amarena Roe pisze...

Potwierdzam!