2014/12/28

Gin gin gin.

Wczoraj udałam się wbrew oczekiwaniom na spotkanie mojej klasy z liceum. Tradycyjnie było nas niewielu, ze mną 9 osób. Dupy nie urywa, ale jakoś chciałam z czystej ciekawości przyjść i popatrzeć, czy cokolwiek się zmienili. Jakieś drobne zmiany w zachowaniu zauważyłam, jednak jak się później okazało to ja najbardziej się zmieniłam. I to nie tylko ze względu na obecną rudość na włosach.

Chociaż jak dla mnie nie było żadnej zmiany. Byłam bardziej sobą.



Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stole i początkowo popijaliśmy piwo. Zasypano mnie pytaniami, jak tam mi się wiedzie, w końcu jestem "tą miastową". Nie spodobało mi się to. To było takie prostackie podejście do sprawy: pojechała najdalej, do dużego miasta, to sprowokujemy ją, niech się wozi, a potem obgadamy ją każdemu, komu się tylko da. Ha, przepraszam bardzo, fakt, że teraz żyję w Poznaniu, nic nie zmienił. Nie widzę powodu, by bujać się ze względu na miejsce studiowania. Takie pierdolenie.

Gdy przesłuchanie dobiegło końca i rzuciłam pierwszymi lepszymi faktami z życia babilońskiego, usiadłam przed pustą szklaną po piwie i, patrząc tępo w jeden punkt, sięgnęłam po telefon. Naraz wpadły do mojej pustej głowy głupie pomysły, ale do ich realizacji potrzebowałam więcej magicznych, jeszcze bardziej ogłupiających procentów.

Szlug, rozmowa z P., stanie w kolejce, zamawiam gin z fantą, bo przepraszamy bardzo, ale tonik się skończył. Niech będzie z fantą. I ładną, czarną, wąską słomką w zestawie. I lodem, a zaszaleję.

Siadam posłusznie na zaklepanym miejscu i przysłuchuję się toczącej się rozmowie. Nic mnie nie dotyczy, jestem kompletnie wyjęta z ich życia. Część mieszka ze sobą w jednym mieście, widują się w miarę często i mają jakąś RELACJĘ. Ja wyjechałam, zostawiłam ich wszystkich w tyle i to, co zobaczyłam przed sobą uświadomiło mnie, jak bardzo nie należę do tego grona. I wcale a wcale nie było mi z tym źle.

Nie obchodzi mnie, jak się ubrać na sylwestrową imprezę, że to czy tamto ładnie pasuje, a to a to nie. Nie obchodzi mnie nic z tego powierzchownego gadania. Imprezy, alkohol i plotki, kto jest z kim, kto już nie, co się zdarzyło "spektakularnego", kto rzucił studia, bo tak.

Dosiadłam się do D., bo widać on również był zażenowany poziomem i czuł się kompletnie nieswojo. Przyznał mi się, że mnie nie poznał i pytał wszystkich, kim jestem. Zaskoczył mnie. Na moją odpowiedzieć, że "Weź przestań, przecież wcale tak się nie zmieniłam, nie przesadzaj!" wzruszył jedynie ramionami i się uśmiechnął. Zadałam sobie pytanie, co tak naprawdę się zmieniło, bo, jak wspomniałam wcześniej, kolor włosów pomijam. Szkoda, że nie zadałam tego pytania na głos. Pozostały mi zaledwie jego skryte spojrzenia, gdy wróciłam na swoje miejsce i zaproszenie na sylwka, gdybym jednak nie dała rady wrócić do Poznania.

Z racji tego, że przestałam się interesować zebranymi, zainteresowałam się, na nieszczęście, swoim telefonem, Wiedziałam, jak to się skończy, Postarałam się jednak opóźnić cały proces, zamawiając kolejny gin z fantą, paląc kolejnego papierosa i esemesując z F. i Ł.

Czemu ludzie po alkoholu tracą swój kręgosłup moralny, wszystkie ograniczenia, zasady? Zapominają o obietnicach złożonych samemu sobie? Dlaczego nikt nie wynalazł jeszcze takiego preparatu, co by przemówił pijącemu do głowy i odciągnął od robienia głupot? Potrzebuję tego na gwałt, na teraz, szczególnie, że ostatnio zdarza się mi pić... codziennie. Nie do zgonu, ale zawsze mam w łapce trochę wina i trochę piwa. A to już budzi ryzyko popełniania dalszych głupot.

Tak czy inaczej nie chciałam pisać do niego, Wmawiałam sobie, że to pokaże mój brak honoru. Nic nie dało przekonywanie, że to nie ma sensu, że to niczego nie zmieni i to tylko strata czasu.  Niestety chęć wyżycia się na tym idiocie zwyciężyła, a to, że F. i Ł. jeszcze mnie do tego namawiali...

Stało się. Napisałam. Znowu zostałam z niczym, mój nielubiany pies dostaje więcej uwagi od mojej matki niż ja od Szatana z Wildy,

Super, prawda?

Jakieś nauczki na przyszłość?

1. Jak coś się sypie od początku, to będzie się sypać cały czas.
2. Alkohol wcale nie pomaga złamanej duszy. Wątrobie tym bardziej.
3. Ale przy okazji poprawia się lekko humor. Co zatem sobie żałować?
4. Byłam głupia, jestem głupia, będę głupia. Ludzie się nie zmieniają, zawsze są tacy sami, tylko niektóre ich cechy rozwijają się z czasem bardziej lub nie.  W gruncie rzeczy zawsze jesteśmy tacy sami. Jak ktoś się zmienił i naprawdę ma na to dowody, to niech się zgłosi w komentarzu, bo ludzka przemiana jak dla mnie jest zjawiskiem występującym jedynie w szkolnych lekturach. Ot co.
5. Moja głupota ewoluuje w megagłupotę.
6. Spotkania klasowe są do dupy. Nie idę na następne. Strata czasu i pieniędzy.




A na koniec jebnijmy się w łeb.