2014/12/24

Kryzys wieku młodego (?)

Wróciłam do domu w sobotę rano. Moje miasto nic się nie zmieniło, wyglądało tak samo, jak trzy miesiące wcześniej. Miałam nawet wrażenie, że każdy najdrobniejszy kamień leży tak, jak przedtem. Przyprawiło mnie to o poważny smutek. Z życia, jakiekolwiek ono by nie było, trafiłam ponownie w niesamowitą monotonię. I zdałam tak sobie jeden poważny fakt: nie chcę tu wracać. Nigdy. Nie do tego miasta absurdu i statyczności.

Poznań jest moim nowym domem. Wraz z Babilonem i nowymi ludźmi. I pijakami poznanymi podczas nocnych spacerów. Poznań miasto doznań.



Czas przedświąteczny i świąteczny postanowiłam przeznaczyć na czysty relaks: gry, książki, pies i ja. Świetnie, prawda? No dla mnie plan idealny, szczególnie dlatego, że nie chcę napatoczyć się na różne personalia na mieście. Uroki małych miejscowości: chcesz czy nie, zawsze wpadasz na kogoś znajomego. Z tego powodu nigdzie nie wychodzę, ba, wczoraj nawet zrudziałam z tego powodu. Pasuje mi czy nie - to nieistotne. Moje białe końce były zbyt charakterystyczne, nie chcę rzucać się z daleka w oczy. Czuję aż tak silną awersję to swoich starych znajomych. Wyszłam raz, spotkałam się z P. i B. na piwie i stało się kolejne nieszczęście.

Nie tylko miasto się nie zmienia. Fakt, że od 12 lat coś mnie ciągnie do P. też. To jest przerażające.

Tak poza tym siedzę non stop w domu. Ale to też na mnie dobrze nie wpływa. Otóż, proszę Państwa, dzieje się ze mną coś niewątpliwie dziwnego, jak dla mnie strasznego i nie mogę się przez to w tym odnaleźć.

Zaczęło się od "The Rosie Project". Książkę o tym tytule podarowała całej mojej grupie Pani Tenk Ju. Popatrzyłam na okładkę, na opis i stwierdziłam od razu: co za gówno. Tak czy inaczej ambitnie usiadłam do lektury, bo po angielsku, i zaczęłam czytać. Przeczytałam w niecałe dwa dni i rezultat był taki, że PRZECZYTAŁAM ROMANS. Mało tego: PODOBAŁ MI SIĘ. A dobrze wiem, że bym cholernie beznadziejny.


Potem zaczęłam oglądać "Gwiazdę od zaraz" i mało się nie popłakałam, gdy główna bohaterka nieszczęśliwie zakochała się w swoim producencie muzycznym.

A ostatnio kupiłam nawet gazetkę dla kobiet... Glamour! Żebym ja jeszcze była glamour, a nie jestem, w szczególności moje połamane paznokcie.

Stwierdziłam z Ł., że zamieniam się w zdesperowaną szesnastoletnią idiotkę. Naprawdę tak się czuję. Jakoś dziwnym trafem znalazłam się "pomiędzy" byciem dziewczyną a kobietą i tak wiszę i wiszę i się zastanawiam, kiedy ewoluuję z jednego pokemona w drugiego.

LOL!

Spadłam tak nisko, że nawet jak wybierałam sobie kolor szamponetki, to wybrałam odcień rudego, a przyrzekałam sobie, że nigdy nie będę miała tej barwy na swoich włosach. Ups, nie wyszło.

Stwierdziłam, że naprawdę jest ze mną źle, tak źle, że zaczęłam szukać "kryzysu wieku młodego" w Google. Okazało się, że takie coś istnieje (!), ale informacji było tak dużo, że odechciało mi się szukania pomocy w tych tekstach.

I tak zostałam pół na pół.



A na koniec jebnijmy się w łeb.

PS: Jest jeszcze Britni na moim blogu, upadam, ratujcie mnie, bo upadam...

Brak komentarzy: