2015/03/14

Co zrobić?



Zawsze myślałam, że kontroluję w pewien sposób swoje życie. Wiem, czego chcę, jaki mam plan, jak ma potoczyć się moje życie. Z kim trzymać, z kim nie, co pić i co jeść.

Od listopada moje życie rządzi się swoimi prawami a ja stoję gdzieś z boku i nie wiem, co się dzieje.



Mamy już marzec, połowę, więc każdy przyzna, że trochę czasu minęło. Im więcej dni upływa, tym bardziej nie wiem, kim jestem i na czym mi tak naprawdę zależy. To, co wcześniej wydawało mi się moim celem, okazało się czymś w rodzaju złudzenia. Myślałam, że jestem całkiem dojrzała jak na dzisiejsze standardy, a jak się okazało, nie potrafię decydować o SOBIE.

Tak. Moje życie to obraz czyiś ambicji, komentarzy, systemu czyiś wartości. Nie mogę zaprzeczyć, że nie zgadzam się ze wszystkim. Zgadzam się naprawdę z wieloma poglądami. Tylko, że wszystko dzieje się nie tak, jak sobie wcześniej założyłam. Wszystko działo się za szybko, albo nie działo się wcale.

Chciałam sobie zrobić rok przerwy.  Brzmi amerykańsko, ale przecież w Polsce nie jest to zabronione. Miałam przyjechać do Poznania, poznać miasto, pracować. Może nie tyle, co uzbierać sobie pieniędzy na jakiś konkretny cel. Tylko trochę WYDOROŚLEĆ. Poznać smak pracy, który do tej pory nie jest mi znany. Głupio się przyznać, ale mam praktycznie 20 lat na karku, a jedyne, co robiłam, to roznosiłam ulotki. Po dwie godziny dziennie.

Praca. Miałam mieszkać w akademiku, gdzie poznałabym się z zasadami, które tu panują. Z ludźmi, których trochę tu jest i każdy jest inny. Miałam zobaczyć miasto, poznać jego zakamarki, jeździć wieczorem tramwajami na końce ich linii. Słuchać muzyki na słuchawkach i wpadać na pijaków, co by mi opowiadali o swoim życiu. No i przy okazji żebraliby na kolejny alkohol.

Miałam poznać bardziej dorosłe życie, stać się odpowiedzialną KOBIETKĄ. Już nawet nie kobietą samą w sobie. Taką, co to umie sobie zaplanować dzień, nabywa klasy i uroku, radzi sobie z trudami nadchodzących dni. Silna i mądra. Odpowiedzialną i odważną, gotową na wyzwania.

Studia? Jak najbardziej! Lubię chodzić na zajęcia i uważam, że nie zrezygnuję z nich w przyszłości. Lubię nabywać wiedzę. Ale miałam ją nabyć w nadchodzącym październiku, a nie w poprzednim.

Nie byłam gotowa.

Zamiast mojej wizji zastała mnie wyczerpująca samotność, masa rzeczy do ogarnięcia, których nie dałam rady udźwignąć na swoich barkach. Zajęcia, które pomimo faktu, że były ciekawe, z czasem przestały dawać mi radość, a jedynie smutek i ból, że sobie nie radzę. Że jestem głupia i do niczego. Tęsknota za domem, a jednocześnie brak dobrego wsparcia ze strony bliskich. Czułam się zagubiona i bezradna. Chciałam poradzić sobie sama, na przekór wszystkiemu. Dobiłam siebie sama.

Potem przestałam wiedzieć, kim jestem.

Zawsze przybierałam wiele masek. Tu przykładna córka, tam niezła melanżowiczka. Tu leń, a tu dobry lider. Tam skromna, tam bardziej wyuzdana. Miła i cierpliwa, krzykliwa i chamska.

Potem byłam sobą. Wszędzie taka sama, tylko przy matce nie przeklinałam.

Nie wiem kim tak naprawdę jestem. I to jest najgorsze. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zostałam pozbawiona jakiejkolwiek szansy na powolne poznanie siebie. Zostałam rzucona na głęboką wodę, pod presją otoczenia, a teraz tonę.

Może własnie znów się zmieniam. A może dopiero się kształtuję?

Co teraz wiem? Jak się czuję?

Czuję się jakbym miała 16 lat i przechodziła bunt młodzieńczy. Mała dziewczynka a przerośniętym wyobrażeniu o sobie. Nie wie, co chce zrobić, wszystkiego się boi, bo nie chce niepowodzeń. Chciała by schować się pod kołdrą i nie wychodzić na świat, ale za to leżeć, słuchać wolnej i smutnej muzyki, płakać i... tyle.

Wiem jedno: muszę wziąć wszystko do kupy, poskładać rozsypane części i odzyskać tę niezbędną kontrolę.

Muszę żyć po swojemu, choć tak bardzo się boję. Bo kto nie boi się żyć własnym życiem? Większość się boi i nigdy nie stają za sterem swojego statku. To smutne. Jest tylko jedna szansa do wykorzystania, dlaczego być i egzystować pod czyjąś komendę?

Możecie myśleć, że to głupie żale głupiej laski, co życie dało jej w twarz swoją rzeczywistością. Zgodzę się. Dało mi po twarzy. Ale nie leje nas po pysku bez przyczyny.

Ja muszę się dowiedzieć, kim jestem i na czym mi zależy?
Czy Ty wiesz, kim jesteś i na czym Ci zależy?
Jak tak, to jesteś szczęściarzem.

A na koniec jebnijmy się w łeb.

Brak komentarzy: