2015/05/04

Cel - krótka lekcja o tym, jak do niego dążyć.



Siedziałam w samochodzie. Za oknem przesuwały się drzewa w zaskakującej prędkości, mijałam domki i ludzi. Obok mnie siedział szef a z głośników płynęły dźwięki utworów bardziej lub mniej elektro.

Rozmawialiśmy o celach.



Czułam się jakbym znowu miała szesnaście lat. Nie, trzynaście. Albo wcale siedem. A mam przecież dwadzieścia!

- O co chodziło ci wczoraj z planami na nadchodzący tydzień? - zapytałam, bo wciąż nie mogłam wpaść na pomysł, co miał na myśli szef we wczorajszym esemesie.
- Musisz ustanowić sobie jakiś cel. Zawsze wybieramy sobie coś do zrobienia w miesiącu, staramy się to spełnić, by mieć satysfakcję i motywację do dalszego działania, Dzielimy się wrażeniami i potem lecimy z czymś innym - wyjaśnił mi K.

Niegłupi pomysł, uznałam, jednak gdy zapytał mnie, jakie mam plany nagle uświadomiłam sobie, że tak naprawdę zależy mi teraz tylko na tym, by kupić sobie bułki, a przede wszystkim mieć na nie pieniądze. Gonię za stałą pracą jak głupia i nagle okazuje się, że nie widzę świata.

Pieniądze nie są najważniejsze w życiu, jednak każdy chce się o tym przekonać osobiście - coś takiego znalazłam w jednej z wielu przeczytanych książek i po raz kolejny stwierdzam, że to naprawdę prawdziwa teza.

Przestraszyłam się tego i nie wiedziałam co powiedzieć. Bo skąd miał wiedzieć, że jestem coraz biedniejsza, matka wmawia mi, że jestem do niczego, nie mam tutaj ramienia do przytulenia się, znajomy ćpie tak, że ostatnio prawie oślepł i tak naprawdę zależy mi tylko na tym, by przeżyć? Nie żyć, przeżyć.

Spojrzałam przed siebie i stwierdziłam niepewnie, że tak, że chcę pojechać gdzieś, gdzie jeszcze nie byłam. Do Wrocławia, by przy okazji spotkać się drugi raz w życiu z kolegą,

K. pokiwał głową i stwierdził, że cel tak naprawdę jest bardzo prosty i łatwy do osiągnięcia. Zapytał mnie, dlaczego, przynajmniej w moim mniemaniu, nie mogę tego zrobić.

- Potrzebuję czasu i pieniędzy, to chyba jasne.
- Ile potrzebujesz pieniędzy?
- W zasadzie tylko na bilety i ewentualnie żeby coś zjeść, czyli jakieś nie wiem, 50? 70 złotych?
- No dobra, załóżmy, że potrzebujesz stówy. Co stoi na przeszkodzie, żebyś tej stówy nie miała?

Zbaraniałam. Przed chwilą wydawał mi się taki dorosły, bardziej doświadczony ode mnie a teraz pyta mnie o coś takiego!

- Nooo, na pewno muszę pracować, bo bez pracy nie ma pieniędzy. No i nie mogę mieć jakiś dodatkowych, koniecznych wydatków, bo nie mam za dużo oszczędności.

W ogóle ich nie mam, ale nie chciało mi się już mówić, że mam na czas bliżej nieokreślony niespełna 200 złotych.

- Niedługo kończy ci się okres próbny, więc dostaniesz parę groszy. Zawsze też możesz na pewno na czymś przyoszczędzić, no nie?
- Zgadza się.
- Czyli sprawę pieniędzy mamy załatwioną. A co z czasem? Jak nie masz czasu?
- Jak mam jechać, to w weekend, a z racji takiej, że pracujemy też w soboty, musiałabym jechać w sobotę wieczór i wracać już w niedzielę. Niby bym pojechała, ale to dosyć krótka wycieczka.
- Rozumiem. Kiedy chcesz jechać?

Przecież przed chwilą powiedziałam, że nie mam czasu! Mówię w innym języku, czy jak?

- Za tydzień lub dwa, skoro to ma być mój cel w tym miesiącu.
- W takim razie umówmy się, że dam ci dwudziestego trzeciego wolne, więc będziesz mogła jechać w piątek wieczorem i tak osiągnąć swój cel. Umowa stoi?
- No raczej - odparłam z niedowierzaniem.

K. jeszcze mówił mi, jak bardzo takie cele są ważne, jak motywują i jak sprawiają, że widzimy, że nie marnujemy czasu. Że każdy musi mieć jakiś cel.

To było takie... banalne?

Siedziałam obok niego, jechaliśmy szybko. Czułam się jak dzieciak.

Dlaczego nikt wcześniej mnie tego nie nauczył? Niby się czyta o tym, gdzieś zasłyszy, że trzeba mieć CEL.

Moi rodzice cały czas mi wpajali, że muszę iść na studia. Bo widzę, jak oni skończyli, jak jest im ciężko bez wykształcenia, no i w ogóle: co to za życie? Bieda, a niekiedy nawet patologia. Lubię się uczyć, więc jakoś długo nie zastanawiałam się, czy to ma sens i czy tego tak naprawdę chcę. Dostałam się do Posen i zaczęłam studia. Od tego momentu wszystko zaczęło się sypać.

Potem dowiedziałam się, że jestem do niczego i z niczym sobie nie poradzę. Od osoby, która nigdy nie powinna nawet tak pomyśleć, bo to moja matka i powinna mnie wspierać najbardziej z osób, których znam.

Teraz pracuję, przynajmniej jeszcze przez nadchodzący tydzień i każdy dzień uświadamia mi, że w życiu chcę robić tyle rzeczy. Czytać, pisać, a przede wszystkim podróżować. Ciekawość świata, którą miałam w sobie mając te osiem lat wygasła, bo zadeptali ją ludzie, którzy uznali ją za głupotę.

Chcę robić rzeczy, których nie zrobiłby nikt inny niż ja. Chcę się rozwijać, uczyć i nabywać jak najwięcej doświadczenia.

Chcę wysyłać mojej matce pocztówki z miejsc, gdzie akurat jestem, żeby mi pozazdrościła i wreszcie sama zaczęła żyć, a nie wegetować.

Chcę być bardziej sobą - więcej się śmiać, pomagać innym, zwiedzać, pić wino, jeść gofry z czekoladą i tańczyć.

Tak naprawdę nie wiem, kim jestem. Nie znam siebie dobrze. Może to dlatego, że jestem młoda? Nie wydaje mi się to jednak argumentem. Uważam, że jest tak, bo płynę wraz z prądem i zasadniczo nie zastanawiam się, czy aby na pewno nie zmienić rzeki.

To chyba tendencja młodych ludzi. Wielu moich znajomych nie ma celu. Bo po co? Trzeba się fatygować, starać i napocić, nieraz ponieść porażkę - mniej lub bardziej bolesną. Po co narażać się na nieprzyjemności?

Własnie po to, by coś osiągnąć. Życie nie jest wiecznie piękne i urocze, czasami daje twardo w kość i chyba mogę powiedzieć, że mimo wszystko wiem coś na ten temat.

Musimy się hartować, dawać siebie innym i robić jak najwięcej. Bo jak nie teraz to kiedy?

"Słuchajcie, to nieważne, kim będziemy kiedyś, ważne, jacy jesteśmy teraz. Stoimy na dachu świata, jesteśmy bogami, wszystkie możliwości są jeszcze przed nami, jesteśmy młodzi i to jest nasza wielka moc."

Wierzę w te słowa bardzo mocno. Oczywiście nie mówię, że jak ktoś nie jest już tak młody jak ja, nie ma szans na spełnianie się. To nieprawda. Ma dużo trudniej, bo nie tylko psychika jest przeszkodą, ale ciało z czasem też nie jest sprawne jak wtedy, gdy się ma 20 czy 30 lat. Po prostu pojawia się więcej ograniczeń, a raczej złudzeń i "nie dam rady" do pokonania.

Moim życiowym celem nie jest już zostanie tłumaczem przysięgłym, posiadanie domu z biblioteką ani bycie matką cudownych dzieci. Owszem, nadal mi na tym zależy. Jednak najbardziej zależy mi na tym by żyć z pasją i poznać siebie.

Chcę żyć własnym życiem - to jest mój cel. Chcę być jak najlepszą wersją siebie.

A na koniec jebnijmy się w łeb.