2015/05/29

Dlaczego lubię poznawać ludzi przez Internet?



Zawsze budzę zdziwienie, gdy ktoś mnie się pyta, z kim tak zawzięcie piszę i piszę i odpowiedzią jest "ze znajomym, którego nigdy nie widziałam/widziałam raz". Nagle w głowie pytającego nie mieści się fakt, że tak po prostu można intensywnie rozmawiać przez czaty, bez wzrokowego kontaktu, przez ponad dwa lub trzy lata. Mało tego. Poznałam tak wiele ciekawych osób i nie zamierzam na nich poprzestać. Inni pytają, czy nie jestem szalona.

Ogólnie uważam, że Internet jest cudowny i nasze życie bez niego byłoby zupełnie inne, a na pewno trudniejsze. Owszem, znajdą się tacy, może nawet Ty, czytelniku, którzy będą uważać to za najgorsze zło. Ja widzę dużo więcej plusów, o których nie będę teraz pisać, bo mamy trochę inny temat. Tak czy inaczej Internet znacząco otwiera nam świat, między innymi na znajomości.

Kilka lat wstecz byłam osobą bardzo zamkniętą. Miałam problemy z załapaniem z kimś kontaktu w cztery oczy, bronieniem swoich racji itp. Wszelkie czaty czy multiplayery zmieniły moje życie i miałam okazję uświadomić przede wszystkim sobie, że jestem kimś wartościowym ze swoim rozumem. Od połączenia z siecią do tej pory uzyskałam wielu znajomych, z którymi zdarzyło mi się również spotkać w tym realnym i namacalnym świecie i życzę tego wszystkim, którzy liczą na podobne doświadczenia.

Fajne w tym wszystkim jest to, że to Ty możesz tak naprawdę wybrać, z kim chcesz nawiązać znajomość. Chcesz poznać kogoś o podobnym hobby, podobnym guście muzycznym? Nie ma problemu - masz tyle różnych forów, że bez problemu znajdziesz takie, które będzie Ci pasować. Już coś Cię łączy z osobą na drugim końcu Polski lub świata. Macie pierwszy temat do pogawędki, więc czemu by nie zaryzykować i po prostu wysłać wiadomość do tej osoby? Podobnie jest z wszelkimi czatami, gdzie pokoje również są dzielone na temat hobby czy też grupę wiekową.

Cenię również to, że nikt nie ocenia z góry tego, jak wyglądasz. Może mieć o Tobie różne wyobrażenie, jak najbardziej, mimo to bardziej skupia się na tym, o czym piszesz, o Twoich uczuciach i przemyśleniach. To jest ważne dla osób nieśmiałych, które w siebie nie wierzą, swoją atrakcyjność dla drugiego człowieka. Tutaj liczy się tylko Twoja myśl, Twoja wypowiedź. Warto też o nią zadbać, bo dobre zdanie budzi pozytywne emocje w rozmówcy i też wpływa na to, jak Cię postrzega. Tak, polski i interpunkcja - dbaj o to, przyda Ci się nie tylko w czeluściach sieci.

Nie chcesz z kimś rozmawiać? Ucinasz kontakt. Ktoś Cię wkurza? Nie musisz z nim obcować w żaden sposób. To też spore udogodnienie, bo czegoś takiego w relacji face to face nie uświadczymy. Owszem, to może być złe, ale wykorzystane odpowiednio sprawia, że po prostu mamy święty spokój z jakimś rozmówcą.

Co najpiękniejsze jest w takich znajomościach to to, że możecie się spotkać w tzw. realu i to wnosi Waszą relację na zupełnie inny poziom. Uważam to za coś pięknego, gdy rozmawiasz z kimś dzień w dzień i nagle macie okazję siebie zobaczyć a nawet przytulić. Sama zawsze dążę do takich spotkań, zawsze są ekscytujące, nie ważne za którym razem to robię. Bo każdy człowiek jest inny i każdy człowiek zadziwia mnie na swój własny sposób. Miło mi się wraca do takich wspomnień. Nigdy tak naprawdę nie miałam złych doświadczeń w związku z takim "poznaniem się na nowo". To też na pewno kształtuje mój pogląd na sprawę. Myślę, że jest to z tego powodu, że byłam OSTROŻNA.

No dobra, na pewno nie byłam ostrożna, gdy pojechałam do Warszawy, której tak naprawdę nie znam i nie wiedziałam, czy nasze spotkanie wypali.

Było to niesamowite ryzyko. Jedziesz kilka godzin i nie wiesz, czy na darmo. Adrenalina mimo wszystko jest. Nie wiesz, jak będzie kleiła się rozmowa, co będziesz robić i tak dalej. Ale bez ryzyka nie ma zabawy. Mimo to radzę mieć jakieś "plecy". Osobę, do której możecie wysłać SOS, która wie, co mniej więcej będziecie robić i z kim. Awaryjny plan powrotu. Najważniejsze: spotkać się w miejscu publicznym.

I kolejne najważniejsze: do osoby, z którą będziecie się widzieć, musicie mieć zaufanie. Bez tego nic Wam się nie uda. Dobrze jest zatem mimo wszystko zobaczyć drugą twarz na skajpaju, usłyszeć jej głos i możliwie wiedzieć o niej jak najwięcej się da. Wtedy powinno wszystko się udać.

Swoje pierwsze spotkanie z internetowymi ludźmi miałam w poprzednie wakacje. Nigdy tego nie zapomnę jak tego, gdy przyjechała do mnie cudowna dwójka i razem piliśmy wódkę, jakbyśmy się znali najmniej 10 lat i przeżyli ze sobą nie wiadomo co. Tego nie da się opisać, magii takiego zdarzenia. Nadal tego nie rozumiem, nawet nie chcę, bo czasami warto bardziej czuć jak rozumieć.

Wśród prac roboczych znalazłam początek wpisu o Zlocie Fanów HP, o dniu, kiedy spotkałam ludzi, którym wysłałam setki wiadomości i z którymi gadałam tyle samo minut na skajpie. Jest tu troszkę o moich uczuciach w związku z tym jak najbardziej ważnym dla mnie wydarzeniem. Zresztą poczytajcie:

29 sierpnia bieżącego roku to dzień, który za zawsze pozostanie w mojej pamięci. Nie potrafię tak naprawdę opisać, jak bardzo czułam się szczęśliwa, targając ciężką torbę i dreptając po warszawskich chodnikach z ludźmi, których pierwszy raz zobaczyłam.

Decyzję o wyjeździe tak naprawdę odkładałam na ostatnią chwilę. Miałam wiele obaw i muszę przyznać, że bałam się naszego spotkania. Najgorsza była możliwość, że przyjadę do obcego mi miasta i zostanę wystawiona. Co prawda miałam bilet powrotny i cały dzień, by znaleźć swój przystanek, jednak ten fakt wcale nie pociesza, gdy ktoś zwyczajnie zrobił z ciebie jaja. Miałam jednak wiele szczęścia, że trafiłam na tak wspaniałych ludzi i dzięki nim mam masę miłych wspomnień i cieszę się, że moja decyzja okazała się dobra.

Rano wstałam za pierwszym dzwonkiem budzika. Nie chciałam zaspać - powiedziałam A i chciałam dopowiedzieć resztę alfabetu. Oczywiście nie wyrobiłam się ze wszystkim, większość czasu szukałam legitymacji, a że o 5 rano należę do osób niewidomych to całe zadanie okazało się najtrudniejszym w ciągu dnia. Wreszcie wyszłam z domu i szybkim marszem kierowałam się w stronę dworca PKS. Wyruszyłam o 6:22.

Podróż była całkiem ciężka.  Choroba lokomocyjna akurat musiała dać o sobie znać bardziej niż zwykle. Na zmianę zachwycałam się mijanymi miastami po czym modliłam się, żeby nie zwymiotować. Chciałam się przespać, jednak z nadmiaru emocji zwyczajnie okazało się to niemożliwe. Przewracałam się z boku na bok i jedyne, czego pragnęłam, to wysiąść - najbardziej w Łomży. Miałam wrażenie, że nie dojadę, ale cudownie wysiadłam na miejscu cała i w miarę ogarnięta.

A. czekała na mnie tak, jak obiecała. Po chwili dołączyli do nas F. i G. Tak rozpoczęła się przygoda UNMu w Wawie. W Parku doszli również S. i C.Zarejestrowaliśmy się, zostaliśmy przydzieleni do domów i ruszyliśmy zdobywać punkty. Wpierw jednak trzeba było zaliczyć KFC!

Naprawdę nie pamiętam, kiedy tak się uśmiałam. To było trochę dziwne, bo może rozmawiam z nimi lub przynajmniej kojarzę ich od ponad roku, a widzieliśmy się w takim gronie po raz pierwszy. Wszyscy jednak załapaliśmy wspólne fale i co prawda ktoś rozmawiał z kimś częściej, z kimś mniej, to jednak nie mogę powiedzieć, że było jakoś sztywno czy krępująco. Całe nasze spotkanie toczyło się naturalnym rytmem.

Na tym kończy się mój wpis. Mogę dodać, że cały dzień był udany. Zgraliśmy się na Let Me Out, uczciliśmy dzień piwem nad Wisłą i jednym mandatem za picie w miejscu publicznym. Było naprawdę cudownie.

Dlatego namawiam na poznawanie w ten sposób nowych ludzi. Otwieracie się wtedy na nowe możliwości, nowe poglądy i w ten sposób również się rozwijacie. Dlaczego by z tego nie skorzystać?

A na koniec jebnijmy się w łeb.

Brak komentarzy: