2015/05/27

Kłamstwo



Człowiek często kłamie tak, jak żyje: nieświadomie.
Stefan Kisielewski


Każdy, kto w tym momencie podniesie swoją dłoń z pewnością, że nie kłamie, jest... kłamczuchem. Nie ma osoby, która nie kłamie. Nie ma czegoś takiego, jak ukrywanie prawdy w półsłówkach, chociaż ja sama często się śmieję i tak mówię, gdy po prostu nie chcę zdradzić swoich myśli.
Myślę, że znakomita większość kojarzy pana poniżej i zgodzi się ze mną z prawdziwością tych dwóch słów:


Mamy punkt zaczepienia: każdy kłamie. Nikt nigdy nie był przez całe życie prawdomówny (święci również, to też byli ludzie z ludzkimi słabościami). Zjawisko jest tak powszechne, że mało kto się zatrzymuje i pyta samego siebie dlaczego JA kłamię?! Nie wiem, dlaczego Ty kłamiesz. Napiszę zatem w trzech punktach najczęstsze przyczyny moich kłamstewek.

1. Bo jest wygodniej.

Wyobraź sobie tę scenkę: przychodzisz z pracy/uczelni. Nie dość, że jesteś zmęczony fizycznie, bo trzeba było rano wstać, biegać po całym mieście tu i tam, przenosić ciężkie rzeczy itp. to jeszcze psychicznie: bo wykładowca wyładował swoją złość na Tobie, bo w pracy nie osiągnąłeś zadowalającego wyniku, bo trafił się klient, który pytał o każdą możliwą pierdołę i ostatecznie nic nie kupił a Ty zmarnowałeś półtorej godziny życia. Zdarza się? Zdarza. Podobnych historii można wymyślić tysiąc. Nagle dzwoni do Ciebie ktoś bliższy, odbierasz i słyszysz, że zaczyna się długi monolog o tym, co ktoś danego dnia robił, a ma jeszcze do zrobienia. Niewiele Cię to obchodzi, chcesz się tylko położyć i umrzeć. I pojawia się pytanie:

- Wszystko w porządku?
- Taaak, jestem nieco zmęczony, ale ogólnie jest okej.
- Idziemy razem na piwo, muszę ci jeszcze tyle powiedzieć!
- Wiesz, mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, oddzwonię potem i się umówimy konkretnie.

Po czym tego nie robisz. Ale kłamiesz, bo tak jest wygodniej. Ucinasz temat, nikt nie ciągnie Cię za język, masz pełną swobodę i jeden problem mniej na głowie. Super, nie? Myślisz sobie, że raczej nikogo tutaj nie skrzywdziłeś, idziesz się obijać i żalić się na swoją egzystencję.

2. Bo nie chcesz sprawić komuś przykrości.

Nie lubię sprawiać przykrości. Komukolwiek. Wolę uszczęśliwiać ludzi, motywować ich do działania, widzieć ich roześmianych. Nie umiem powiedzieć koleżance, która uczyła się do późna, wstaje rano, wygląda jak śmierć i pyta mnie cała zestresowana, czy dobrze wygląda przed egzaminem. Po co dodatkowo ma się męczyć myślą, że wygląda wyjątkowo niekorzystnie? Nie mogę wbić szpili w czyjeś serce, gdy mnie pyta, czy on/ona zadzwoni. Wolę powiedzieć krótkie "nie wiem", choć jestem pewna, że to nie nastąpi w tym życiu ani w każdym innym. Staram się nie kłamać w takich sytuacjach, idzie mi coraz lepiej, jednak czasami się poddaję i z moich ust wydobywa się słodka nieprawda. Rozumiem, i sama bardziej cenię to, jak ktoś mi mówi prawdę mimo wszystko. Ale jednak: czasami wydaje mi się, że ktoś tej prawdy po prostu nie udźwignie swoimi barkami i niepotrzebnie go dobiję, szczególnie w sytuacjach, gdzie emocje grają pierwsze skrzypce. Wtedy kłamię.

3. Bo boję się, kto co sobie o mnie pomyśli.

Uważam to za najgłupszy powód, który strasznie mnie denerwuje, a mimo to nadal zdarza mi się go popełniać. Przecież ja to ja, dlaczego miałabym się przejmować, co pojawi się komu w głowie, gdy coś powiem/zrobię. Jeżeli chodzi o ten rodzaj kłamstw to pojawia się on również coraz rzadziej, z czego jestem zadowolona. To dlatego, że jestem coraz pewniejsza siebie, nie liczę się z tym, jak wielkie mam grono znajomych i nie szukam na siłę akceptacji. Kiedyś to była tragedia, każdemu praktycznie przytakiwałam tylko po to, by uniknąć dyskusji i, ratuj mamo, nie wyjść np. na głupią. Wtedy to ja dopiero byłam głupia. Dzisiaj nie boję się powiedzieć "nie" gdy myślę "nie", ani "tak" gdy myślę "tak". Trudność z powiedzeniem prawdy jest z reguły w pracy czy na uczelni, gdy mam ochotę powiedzieć soczyste "weź się odpierdol" załóżmy do wykładowcy, a mimo to muszę się uśmiechać i udawać, że wcale nie jestem wściekła, a nadal chcę pracować i wcale mnie nie dotknął jakiś uszczypliwy komentarz. Nie chcę wyjść na niekulturalną w czyiś oczach, choć moim zdaniem nie ma nic złego w wulgaryzmach, szczególnie jak chcemy dobrze podkreślić swoją złość, ale to już temat na inną notkę.

To chyba najczęstszy powód moich kłamstw. Zauważyłam jednak wśród bliższych lub dalszych znajomych kilka śmiesznych bądź żałosnych historii z koloryzowaniem sobie życia.

Najbardziej niszczą mnie psychicznie ludzie, którzy dla każdego innego spotkanego człowieka na swojej drodze wymyślają inny swój życiorys. No poważnie, jeżeli nie masz ciekawego życia, to go nie wymyślaj, tylko staraj się tak żyć. A jak Ci się nie chce, to przynajmniej miej honor i się do niego przyznaj. Niektórzy lubią nudziarzy. Chyba. Tak czy inaczej nigdy nie pojmę tego, po co wymyślać tak niestworzone historie rodem z "Trudnych spraw". Mi osobiście by się po prostu nie chciało wciąż na nowo prezentować siebie w kompletnie inny sposób. Jeżeli ktoś cierpi na tę przypadłość i kłamie w ten sposób świadomie: proszę, podziel się swoimi wrażeniami.

Wyżej zamieściłam krótkie zdanie: "Człowiek często kłamie tak, jak żyje: nieświadomie." Myślę, że problem nieświadomości kłamstw wypowiadanych na co dzień dotyczy osób, które są od kłamstw uzależnione. To jeden z najgorszych typów ludzi: nieświadomi kłamcy. Oni wierzą w to, co mówią, nie zastanawiając się wcale, co w sumie wypadło z ich ust. Nagle wszystko się sypie, bo kłamstwo zawsze wychodzi na jaw (wiem to na własnym przykładzie i teraz już wolę się przyznać do kłamstwa niż czekać, aż samo wypłynie), potem rozpoczyna się kolejny ciąg większych lub mniejszych kłamstw. I tak fortuna zatacza koło. Będziesz mieć zaufanie do takiej osoby? Ja nie.

Swoją drogą: mniejsze i większe kłamstwa. Część społeczeństwa stwierdzi, że kłamstwo to kłamstwo i nie ma co go rozdrabniać, każde jest tak samo złe. Inni właśnie będą dzielić włos na czworo, stopniować, wyznaczać wagę. Co ja o tym sądzę? Każde kłamstwo jest złe. Ale każde kłamstwo ma różny stopień konsekwencji.

Jak jakiś playboy powie młodej naiwnej panience, że tak, jest wierny i kochany, po czym wejdzie z nią w "związek" a będzie w między czasie wchodził w "inne związki" to jasnym jest, że jak panienka się dowie to będzie w lekkim szoku jak Marysia. Owszem, jest naiwna, ale to nie oznacza, że playboy miał prawo ją okłamać. Złamał jej zaufanie, przyprawił o ból emocjonalny, pewnie płakała kilka nocy i mogła mieć nawet lekki problem z samooceną.

Co innego jak mówimy "nie wyjdę dzisiaj na spacer bo coś tam" a siedzimy przed Playstation i coraz bardziej wczuwamy się w Kratosa. Osoba może się obrazić, dobrze dać do zrozumienia, że powinniśmy mówić prosto z mostu, że nie mamy ochoty i tyle w temacie. To raczej się bardziej odbije na nas, że jesteśmy takimi kretynami, że nie umiemy się przyznać do swoich potrzeb, drugiej osobie nie zrobimy wielkiej krzywdy.

Temat kłamstwa to temat rzeka. Można pisać i pisać, zastanawiając się nad różnymi jego aspektami. Z mojej strony powiem jeszcze tyle: Im mniej kłamiemy, tym świat staje się piękniejszy. Nauczmy się odbierać prawdę jako wyraz szczerości, a nie chamstwa lub chęci zranienia nas, a będzie dobrze.

A na koniec jebnijmy się w łeb.

Brak komentarzy: