2015/07/27

Uczucia w oczach wymalowane


"Mamusia mówi, że oczy nigdy nie kłamią i jeśli tylko umie się odpowiednio patrzeć, zawsze można poznać prawdę, zaglądając w czyjeś oczy."
 Jennifer Lauck, "Życie ciągle przede mną"



Oczy są dla mnie najważniejsze w wyglądzie człowieka. Nie nos, cera, wzrost czy waga - oczy. Ze swoich nie jestem zadowolona, mówi się trudno. Lubię czytać z oczu i snuć teorie, kto jaki może być i przekonywać się, czy mam rację. Czasami się mylę, niewątpliwie jednak wiele moich spostrzeżeń się sprawdza.

Gdy spotykam kogoś, w jego oczach musi "coś" być. To "coś" jest przypisane tylko do tej osoby i czyni ją dla mnie wyjątkową. G. zawsze patrzy na świat tak, jakby chciał go podbić, K. ma charakterystyczny kolor i wieczną ciekawość wszystkiego wokół, P. skrywa w sobie małego szatana, z oczu J. bije czysta dobroć i miłość, a oczu M. nie potrafię w żaden sposób scharakteryzować. Nawet nie wiem, jakiej są barwy, raz są takie, a raz takie. Mają tyle samo barw co M.

Jak widać mam po prostu bzika na tym punkcie. Uwielbiam patrzeć prosto w oczy.

Cytat, który zamieściłam na samym początku notki, był moją inspiracją do pisania. Przypomniały mi się trzy spojrzenia, których chyba nigdy nie zapomnę.

Uważam, że każdy z nas ma w pamięci jakieś spojrzenie innego człowieka. Być może wspomina je miło, być może nie.

Była moja studniówka i moim partnerem był mój ex. Bawiliśmy się do siódmej nad ranem. Tańczyliśmy po całej sali jak zwariowani i w pewnym momencie popatrzył na mnie wzrokiem pełnym miłości. To było niesamowite. Żadne z wcześniej wypowiedzianych "kocham cię" nie liczyło się tak bardzo, jak ten krótki moment. Poczułam się niezwykle, pierwszy raz kochana przez obcego człowieka, który był ze mną szczęśliwy, a ja z nim.

Następny był S, który sprawił, że poczułam się piękna. Zdarzenie zupełnie przypadkowe. Przyszedł po klucz do depozytu, a ja akurat szykowałam się do pracy. Otworzyłam mu już prawie wyszykowana i przez kilka sekund nie był w stanie wydusić ani słowa. Po prostu stał, patrzył i się uśmiechał. Dla niego musiałam chyba wyglądać niczym ósmy cud świata i nawet nie potrzebował mi mówić, jak pięknie wyglądam - wyczytałam to z jego oczu.

Ostatnie spojrzenie, które zapadło mi w pamięci i nigdy stamtąd nie wyjdzie - tego wolałabym nigdy nie zobaczyć. To był wyrzut, żal, smutek, rozczarowanie. Wszystko w jednym. Zrobiłam komuś przykrość, w sumie nie robiąc nic specjalnego. Mimo to cały czas rozmyślam, gdybam, co by było, gdybym postąpiła inaczej. Może to by coś zmieniło? A może nie? Jestem świadoma, że marnuję tylko swój czas i zżeram się od środka, zupełnie niepotrzebnie, bo życie idzie dalej i kto wie, co będzie? Tyle że ja po prostu uwielbiam czasami myśleć nad takimi pierdółkami i nie robić nic.

Jeżeli popatrzę komuś w oczy, mogę się tyle dowiedzieć. Nienawidzę dlatego ludzi, którzy potrafią łgać i słowem, i spojrzeniem. Czuję się przez nich podwójnie oszukana i na dodatek nie umiem ponownie zaufać - skąd mam wiedzieć, kiedy znowu zaczyna się koloryzowanie?

Oczy są piękne. Najpiękniejsze. 

Patrzmy sobie tak nawzajem. Milczmy i patrzmy. Spojrzeniem starajmy się powiedzieć jak najwięcej, jak najlepiej. Bądźmy w tym szczerzy. Wyrażajmy tak miłość, szacunek, radość, szczęście. Doceń w ten sposób kogoś. Zapamiętujmy każde oczka, bo w nich odbija się świat, najcudowniejszy świat jaki tylko możemy sobie wyobrazić, a i tak przebije nasze wyobrażenia.

A na koniec jebnijmy się w łeb.