2015/08/05

Ama podróżnik: Jesteśmy w Mikołajkach!




Od dawna chcieliśmy wyjechać gdzieś razem: nieważne gdzie, na ile i co byśmy tam robili. Wreszcie dzisiaj cała moja rodzina wpakowała się do samochodu i ruszyliśmy odkrywać naszą okolicę: wybraliśmy Mikołajki. Oczywiście niewiele poszło z planem, niemniej uważam wycieczkę za udaną. A wcale tak łatwo nie było ;)




Kocham moją rodzinę. Jest dla mnie najważniejsza i co prawda teraz często się między sobą sprzeczamy z różnych powodów, czasami też powiemy coś bardzo niemiłego, to i tak chciałabym spędzać z nimi wszystkimi sporo czasu. Problem polega na tym, że jesteśmy porozjeżdżani: ja od niedawna w Poznaniu, ojciec za granicą, matka z siostrą w domu. Nie mamy do siebie godziny jazdy autobusem, nie możemy widywać się chociaż w weekendy. Każda chwila spędzona w czwórkę jest dla mnie bardzo cenna, a o te chwile ciężko. Cholernie ciężko.

Tak czy inaczej - w końcu się udało. Zrobiliśmy sobie jednodniowe wakacje, prawie bez kłótni! Sprzeczki były rano, bo ojciec się rozchorował, ja jakoś też nie najlepiej się czułam.Pojawiły się wątpliwości, czy to dobry pomysł, czy może to przełożyć. Przecież mamy jeszcze trochę czasu! Zostało powiedziane krótkie zdanie: albo jedziemy dziś, albo nie pojedziemy wcale, bo będziemy to tak odkładać. No to pojechaliśmy.

Nie było łatwo nam jechać do Mikołajek. No może nie tyle nam, co... mi. Jak się okazało mój wczorajszy pobyt nad jednym z okolicznych jezior wcale nie wyszedł mi na dobre. Organizm nieco się przegrzał, bolała mnie głowa, mdliło mnie, a gorąc w aucie wcale nie pomagał. Po drobnych wypadkach dojechaliśmy wreszcie do Mikołajek i zawitaliśmy w Parku Wodnym Tropikana.

Spędziliśmy miło czas, pływając, siedząc w jacuzzi. Zapomnieliśmy o jakiś problemach, cieszyliśmy się chwilą i niczym się nie przejmowaliśmy. Byliśmy zgrani i szczęśliwi.

Później przeszliśmy się przy porcie, podziwialiśmy żaglówki i jachty. Wpadliśmy również do jednej z restauracji na obiad. Nikomu nie smakowało, dostaliśmy stare żarcie, aż wstyd, że w takim miejscu proponują turystom takie... gówno. Bo to nie było jedzenie, to było gówno. Poradziliśmy sobie i z tym - poszliśmy na równie ohydne lody i stwierdziliśmy, że tak w sumie to chyba już nam starczy atrakcji na dziś. Momentalnie wszyscy zaczęli się źle czuć i marzyliśmy o powrocie do domu.

Jak tak opowiadam to zdaje się, że przecież taki wyjazd to nic specjalnego. Mało tego, każdy wrócił w niezbyt dobrym ogólnym samopoczuciu. Muszę Wam jednak przyznać, że nie pamiętam innego, tak fajnie spędzonego dnia z rodziną.

Myślę, że każda rodzina powinna mieć raz na jakiś czas takie mini-wakacje. Zbierają się wszyscy członkowie, wybieramy dzień, co będziemy robimy i działamy. To może być coś tak banalnego jak wycieczka rowerowa po pobliskich wsiach + piknik na łące. To naprawdę MAŁO kosztuje (tyle co zrobić kanapki i kupić wodę), a robi DUŻĄ różnicę.

Próbujemy nawiązać wspólny język. Starszy z młodszym, matka z synem, ojciec z córką, brat z siostrą. Oddziałujemy na każdego. W końcu robimy coś razem, nie da się inaczej, prawda? Próbujemy się rozumieć, pogodzić, rozśmieszyć, zapomnieć coś złego. To też wspaniała okazja by poczuć się jak rodzina, jak jedność. Jak każdy w innym mieście czy przed innym ekranem komputera to trochę z tym ciężko, nie da się ukryć.

Wspólny wyjazd może nieco oczyścić atmosferę, bo skupiamy się na chwili, a nie na problemach z dnia codziennego. Troszeczkę spuszczamy z tonu, jesteśmy jakby milsi dla siebie. Patrzymy w jednym kierunku - dobrej zabawy, najlepszych wspomnień, bycia razem. To może później pomóc w zwykłym dogadaniu się. Nie zakładam scenariusza, że będzie wręcz inaczej. Będzie dobrze i już.

No i chyba na koniec mogę dodać, że mamy super wspomnienia, zdjęcia na pamiątkę, zbliżamy się do siebie i za jakiś czas sami siebie zapytamy: Ej, a może by to powtórzyć?

Dbajmy o kondycję rodziny. Starajmy się chociaż. Czasami się nie da, różne są przypadki, ale przecież większość z nas zakłada swój domu, ma żonę/męża, dzieci. Kochaj ich i dbaj o nich. Każda relacja między ludźmi jest jak kwiat - jak nie podlewasz, to więdnie. Rodzina sama w sobie kwitnąć nie będzie, jak o to nie zadbasz. Może Cię to przeraża, może nie wiesz, jak do tego podejść - zapewniam, że wkrótce odnajdziesz drogę i zaczniesz działać.

O ile chcesz.

A na koniec jebnijmy się w łeb.

Brak komentarzy: