2015/09/21

Boję się krytyki



B. odkopał mojego bloga. Od słowa do słowa doszliśmy do wniosku, że strona na Facebooku byłaby bardzo przydatna, każdy mógłby być na bieżąco z dodawanymi notatkami  - w szczególności oczywiście sam B. Tak, to bardzo dobry pomysł, może dzięki temu udałoby mi się dotrzeć do większej ilości czytelników, prawda? Właściwie piszę głównie dla siebie, ale miło by było, gdyby ktoś chciał poprowadzić ze mną dyskusję na jakiś temat. I nagle uderzyła mnie rzeczywistość: boję się krytyki.



Może się Wam wydawać to lekką hipokryzją - piszę dla siebie, publikuję dla każdego, a gdy przychodzi co do czego to nie potrafię powiedzieć znajomym, że prowadzę bloga i mogą przeczytać o tym, co czuję, co mi się podoba, a co nie. Sama czytając coś takiego stwierdziłabym, że autor ma nie po kolei w głowie i powinien przemyśleć co chce tak właściwie osiągnąć. Zacznę zatem od krótkiego wyjaśnienia:
  • Piszę dla siebie, bo to lubię. Lubię pisać, lubię się dzielić swoimi myślami, czytać swoje pierdylamenty i patrzeć, jak z dnia na dzień staję się kimś zupełnie innym, a jednocześnie pozostaję tą samą osobą. Nie piszę, bo chcę zarobić czy być kimś sławnym. Po prostu chcę coś robić i blog jest dla mnie dobrą opcją.
  • Publikuję dla każdego ponieważ uważam, że nie ma nic piękniejszego jak wymiana poglądów. Moja dawna nauczycielka języka niemieckiego powiedziała na jednej z lekcji, że jeżeli chcemy wyrobić swój własny pogląd na świat, musimy poznać czyiś. Im więcej poznamy, tym więcej zyskamy, a nasz horyzont się poszerzy. Blog jest wspaniałym narzędziem pod tym względem: możemy być oddaleni od siebie tysiące kilometrów a i tak uczyć się czegoś od siebie. I w dodatku nigdy się nie poznając twarzą w twarz!
  • Boję się powiedzieć znajomym, bo boję się ich reakcji. Wiecie, z osobą mi nieznaną jest zupełnie inna bajka. Dobra, coś się nie spodoba, coś skomentuje, ale generalnie nie biorę tego aż tak bardzo do siebie. Problem jest ze znajomymi twarzami, które śledzą, oceniają, wyśmiewają, plotkują. Oni bardziej będą się zagłębiać w to, co tu piszę. Będą też wysuwać inne wnioski. Podejrzewam, że nie tylko ja z prowadzących bloga osobistego borykam się z tym problemem.
Przypadek to przypadek. Kto wie, może ktoś z moich kolegów wpadł tutaj, rozpoznał mnie na zdjęciu i wysłał to gdzieś dalej z jakimś komentarzem co do całokształtu. Ja o tym nie mam zielonego pojęcia i szczerze mówiąc nie miałabym chyba za specjalnie problemu z tego rodzaju sytuacją. Nie potrafię jednak wrzucić linku na swoją tablicę, podpisać się pod nim imieniem i nazwiskiem i dać wszystkim znać "HEJ WPADAJCIE I CZYTAJCIE"

No po prostu kurwa nie.

Tak, B wie, że coś tu czasami naskrobię. Wie, bo mu ufam i nawet jeśli coś byłoby tu nie tak, to by mi powiedział, ale nie wyśmiał. Wierzę, że nie wyrządziłby mi krzywdy swoją opinią. W taki sposób pozostaję w strefie komfortu psychicznego.

Tu więc pojawiają się pytania. Czy się wstydzę? Czy tak naprawdę nie chcę, by ktoś to czytał? Dlaczego boję się wysłać komukolwiek link do fanpage'a?

Po prostu boję się krytyki. I to nie takiej w stylu "Co ona gada, jakieś herezje, jak w ogóle można tak myśleć????!!?!?!11?!!". To mi wisi i powiewa, bo można tak myśleć (jak widać), mam własne zdanie i wiem dlaczego. Uargumentuje je na tyle, na ile potrafię. Wolę pisać herezje, niż nie pisać nic i nie myśleć.

Boję się wytykania mi każdej kropki i przecinka w niewłaściwym miejscu. Błędów stylistycznych. Sugerowania mi, że jestem głupia i tak naprawdę po co tu piszę, skoro nie daję żadnego dobrego przykładu. Wytykania wszystkich najdrobniejszych kruczków czy też podejmowanych przeze mnie decyzji. Sprawiania mi przykrości z powodu jakiś niepowodzeń.

Nie mam nic do konstruktywnej krytyki. Ona jest potrzebna, bo inaczej każdemu nos sięgałby chmur. Cieszyłabym się, gdybym mogła otrzymywać od Was wszystkich opinie, które pomogłyby mi w rozwoju. To jest naprawdę bardzo cenne i czekam na to niemalże codziennie. Cudownym jest uczyć się od innych, nie tylko na własnych potknięciach. Problem polega na tym, że żyjemy w czasach nienawiści i zazdrości, gdzie każdy uważa siebie za eksperta od wszystkiego a tak naprawdę nim nie jest i pewnie nigdy nie zostanie, nie oszukujmy się.

Ja też nie jestem ekspertką w dziedzinie pisania. Nikt mnie tego nie nauczył, pani z polskiego w szkole również. Jestem kompletną amatorką, która dopiero ogarnia fakt składania słów w zdania, które przyciągają. Cały czas popełniam jakieś błędy, bardziej rażące lub nie. Nie jestem polonistką i nią nie będę. Czasami też tu przeklnę, użyję jakiś kolokwializmów i skrótów typu YOLO. 

Na bank zmieni mi się również zdanie w wielu kwestiach, które poruszyłam się na blogu. Mam dopiero dwadzieścia lat - to tak, jakbym przed chwilą się urodziła. Właśnie teraz poznaję życie, ludzi, siebie. Robię to w sposób świadomy. Za kolejne dwadzieścia lat będę kompletnie inaczej patrzyła na wszystko wokół mnie. Może będzie mi bliżej do mądrości Paolo Kotello, kto go tam wie?


Teraz jednak jestem tu. Przestraszona możliwymi niezbyt pochlebnymi słowami. A potem sobie myślę tak:

Boisz się wysłać głupi link do swoich przemyśleń, więc jak masz spełniać swoje marzenia i plany na przyszłość? Jak masz żyć po swojemu, wedle swoich emocji i potrzeb? Jak masz być sobą, gdy właściwie boisz się przyznać co tak naprawdę drzemie w twoim sercu i głowie?

No jak? No powiedzcie mi jak?

Wiecie co, nigdy nie powinniście bać się mówić otwarcie o tym, co jest w Was. Może i nie macie racji, może pierdolicie herezje, może piszecie z takimi błędami, na jakie nawet ja nie mogę patrzeć. Może nawet ja będę miała ochotę roześmiać się Wam w twarz i powiedzieć kategoryczne "nie" Waszym poglądom. Może. Ale błagam, przestańcie się ograniczać, pracujcie nad sobą. Ci wszyscy ludzie, których znamy, o których czytamy na różnego rodzaju portalach i w książkach - oni się nie wstydzili wyrażać swojego zdania.

W tym momencie zaczynam budować swoją wiarę w siebie, o wiele mocniejszą, wręcz nienaruszalną. Tworzę swój fundament do działania. Będę się uczyć oddzielać tę dobrą krytykę od tej złej, by móc wycisnąć dla siebie same najlepsze wnioski. Wam życzę takiej samej pracy nad sobą - stańmy się wszyscy wspaniałymi ludźmi.

Najwspanialszymi pod słońcem!

A na koniec jebnijmy się w łeb.

PS: Dzisiaj tyle wulgaryzmów, bo i z uczuciem bardzo było. Inaczej się nie dało.
PPS: Już jesteśmy najwspanialsi, tylko musimy w to uwierzyć.