2015/12/06

Drogi Mikołaju!



Dawno do Ciebie nie pisałam. Minęło kilka ładnych lat, trochę się pozmieniało między nami. Tęsknię jednak za Twoją białą brodą i tym, że wywołujesz na moich ustach uśmiech. Chciałabym odnowić kontakt, stąd wysyłam do Ciebie mój list. Zupełnie tak jak kiedyś, prawda?



Pamiętasz, jak zawsze zaskakiwałeś mnie w każdy poranek szóstego grudnia? Dobrze o tym wiesz, rodzice na pewno Ci opowiadali, jak roześmiana otwierałam od Ciebie prezenty. Niby wiedziałam, że będziesz, ale i tak zawsze byłam zszokowana Twoją obecnością. Spełniałeś moje zachcianki na tyle, na ile mogłeś. Wierz mi, szanowałam każdy Twój prezent, nawet jeśli do końca nie trafiłeś w moje gusta, gdy nie było tego, czego wypatrywałam. Gdybym mogła, to wszystkie  te upominki nadal bym trzymała na półce lub nosiła na sobie. Niestety mam już dwadzieścia lat i trochę ciężko wcisnąć się bluzkę dla ośmiolatki. Chociaż... z moją figurą... 

Nigdy nie zawodziłeś. Zawsze pojawiałeś się w te dwa dni, szóstego i dwudziestego czwartego. Czekałam na Ciebie od rana, ba! od kilku dni! A gdy już nadchodziła ta pora, biegałam po całym domu, zaglądałam w każdy kąt, do szaf i za łóżko, bo może akurat tam byłeś. Raz chyba zdążyłam zobaczyć, jak odlatujesz swoimi saniami. Mrugnęłam okiem i tyle Cię widziałam. Tata wtedy krzyczał, że prezenty leżą już pod choinką. Też się nie mógł nadziwić, jak szybko to robisz!

Szkoda tylko, że nigdy nie mogliśmy usiąść i porozmawiać jak najlepsi przyjaciele. Zrobiłabym Ci herbatę, usiadłbyś w fotelu (jak jeszcze go mieliśmy), tuż tuż obok choinki i poopowiadałbyś mi, jak to się zmieniłam, jak urosłam i co w wielkim świecie słychać. Może nawet zabrałbyś mnie na małą przejażdżkę? Rozumiałam, że pracujesz i naprawdę nie masz czasu, by zostać na dłużej. Dziękuję, że miałeś dla mnie ten ułamek sekundy, ten najważniejszy ułamek sekundy w tak ważne grudniowe dni.

Potem się rozstaliśmy. Już nie pisałam do Ciebie, nie szukałam ciebie za piecem. Gdy urodziła się siostra i zaczęła powtarzać to, co robiłam sama wcześniej - nie, ja jakoś przestałam w Ciebie wierzyć. Pytasz pewnie, dlaczego tak się stało, przecież nigdy mnie nie zawiodłeś. A ja naprawdę nie wiem! Jest Ci przykro, czuję to. Dlatego oprócz podziękowań przesyłam z tym listem szczere przeprosiny. Zachowałam się bezczelnie, porzuciłam Ciebie jak okrutny człowiek psa w ciemnym lesie i udawałam, że nie istniejesz. A przecież wszyscy wokół wiedzą, że jesteś! 

Bardzo Cię przepraszam.

Na pewno bezczelniejszym będzie w tym momencie o coś Cię poprosić. Myślę jednak, że nie jesteś aż tak na mnie zły i szybko mi wybaczysz. Potrzebuję Cię i Twoich mocy jak nigdy wcześniej. Tylko Ty możesz mi pomóc.

Proszę o to, by mojej mamie nic nie dokuczało, nic ją nie bolało. Żeby w pracy było jej lekko i miała zawsze piękne włoski. Dla taty chciałabym lepszych pracowników, bo się za bardzo denerwuje, ale też więcej czasu na wędkowanie i czytanie, bo wiem, że to kocha. Dla mojej siostry chciałabym, żeby miała chociaż jedną, wierną przyjaciółkę i nigdy nie czuła się samotna i niezrozumiana. Niech będzie silną i radosną dziewczynką przez następne parę lat. Dla K chciałbym super chłopca, który plótłby jej wianki i jeździł z nią po świecie. K zasługuje na kogoś tak wspaniałego jak ona. Dla M. przynieś siłę, by wreszcie odnalazł siebie i zaczął żyć sobą. Inaczej straci siebie na zawsze i będzie pływał po Oceanie Nieprzytomności, aż umrze. J. niech ma mniej problemów z uczelnią i ze swoją mamą. Uczelnię może zmienić, ale mamy już nie. Mama jest jedna i lepiej, żeby się ze sobą dogadywały jak najlepiej. E. ma być ze swoim B możliwie najszczęśliwszą parą, no i niech jadą na Tommorowland. Co im żałować, prawda? A. szaleństw w umiarze - pamiętaj, w umiarze!

A co dla mnie?

Ja bym chciała w końcu dać Twoją czekoladową podobiznę swojemu wybrankowi, a nie zjadać ją sama tydzień po Twoim święcie. 

No i tego huskiego z Ikei. Tego, z którym chodziłam po połowie sklepu. On był super. Na pewno też mnie polubił.

Możemy znowu się przyjaźnić, prawda? Pomożesz mi? Czekam na Twój krok.

A na koniec jebnijmy się w łeb.*

A.

*To moja nowa tradycja. Jak jest mi źle, to zawsze tak robię i wybijam głupie myśli albo problemy z głowy. Czasami nawet mi pomaga. Możesz wypróbować!

Brak komentarzy: