2016/01/27

The Cat Lady - gra, do której się wraca!


Są różne gry - przy jednych człowiek spędzi kwadrans i ma dość, inne pokocha na tyle, że przesiedzi kilkanaście godzin każdego dnia. Jedne rozbawią, inne zaś wzruszą do łez. Są też takie do których wrócisz nie raz i do tej grupy niewątpliwie należy The Cat Lady studia Harvester Games. Poniżej siedem powodów, dla których powinieneś zagrać (nie raz i nie dwa) lub dla których i Ty wracasz do tej produkcji.


1. Realistyczno-nierealistyczne postaci.

Choć gra zawiera w sobie wiele zdarzeń paranormalnych, to postaci występujące w niej - z tego świata lub nie - zawierają w sobie zawsze pierwiastek rzeczywistości. Jest to zarazem niezwykłe, bo trudno uzyskać takie połączenie, ale też bardzo zasmucające. Wokół nas są ludzie jak Susan, osamotnieni i nierozumiani przez otaczających ją ludzi, których nie stać na wyciągnięcie pomocnej ręki. Jest też Mitzi - promyk nadziei na coś lepszego, ucząca nas więcej o sobie i o życiu jakby jej się wydawało. Kto wie, czy gdzieś niedaleko od Twojego mieszkania nie pasożytuje ktoś pokroju Adama czy nawet Doktora X! Ktoś, kto czerpie radość z czyjegoś nieszczęścia i bólu, jest niesamowicie skupiony na sobie i wyrządza komuś krzywdę fizyczną lub psychiczną. "Cała obsada" wydaje się niemożliwa do wyobrażenia w rzeczywistym świecie. Postaci są mocno przerysowane, mamy wrażenie, że są niczym z jakiejś okropnej bajki! A jednak... oni na swój sposób rzeczywiście istnieją.

2. Fabuła, która rozwali Ci mózg, nawet jeśli wiesz, co zaraz się stanie.

Gdy pierwszy raz grałam w The Cat Lady byłam niesamowicie zaskoczona akcją, jaka rozgrywa się przede mną. Jest zaskakująca, są zwroty akcji, o których nikt by nie pomyślał. Nie ma żadnych luk lub bezsensownych momentów. Krótkie epizody są ze sobą spójne, tworzą jednolitą całość. Pod koniec rozgrywki nie mogłam uwierzyć, ile wydarzyło się na ekranie przez te parę łącznie spędzonych godzin. Teraz jestem po swojej drugiej próbie Kociary i powiem Wam szczerze - nie nudziłam się ani przez chwilę. Na pewno wiele ma tutaj z tym wspólnego powód siódmy, aczkolwiek główne punkty fabuły i tak się powtarzały, a mimo to wciąż zaskakiwały. Trudno coś takiego osiągnąć, gdy świat nie ma charakteru losowego, jak np. w This  War of Mine. Patrzymy na całość tak, jakbyśmy nigdy wcześniej nie mieli styczności z grą, pochłania nas ona do swojego świata. To tak, jakbyś czytał swoją ulubioną książkę lub oglądał ulubiony film i każdą sekundę spędzoną nad jednym lub drugim traktował jako najlepszą przyjemność. Tu jest identyczna sytuacja.




3. Problemy i słabości ludzi, którzy mogą nas otaczać.

Wyżej wspomniałam, że każde z bohaterów mimo swojego pochodzenia posiada w sobie cząstkę rzeczywistości. W grze przedstawione zostały problemy, które mogą dotknąć każdego z nas lub z naszego otoczenia, co też dodaje realizmu. Depresja, śmierć bliskiej osoby, śmiertelna choroba, pogodzenie się ze śmiercią, brak sensu życia, ludzkie słabości, okrucieństwo wobec innych, egoizm, wykluczenie ze społeczeństwa, samotność, ignorancja wobec potrzebujących, stereotypowe patrzenie na innych, nieszczęśliwa miłość, niewykorzystane szanse, konsekwencje decyzji, niesprawiedliwość. Motywów jest wiele, każde wyeksponowane bardziej lub mniej. Tak naprawdę tkwimy z Susan w zepsutym świecie, gdzie nikt nie widzi jakiegoś rozwiązania, pomocy. Każdy radzi sobie lub nie w różny sposób i chyba tak naprawdę o tym jest ta gra. Ona jest o nas i o naszym życiu.

4. Uczucia, które obudzą w Tobie refleksję.

Za pierwszym razem nie byłam w stanie przejść gry na raz, dużo działo się we mnie, i na ekranie. Teraz podeszłam do rozgrywki nieco wygaszona i uspokojona, wiedziałam zresztą na co się piszę. Jednak i tak przechodząc rozdział za rozdziałem czułam wiele emocji. Raz śmiałam się ("Oddałam dziecko na organy!"), cieszyłam się z każdej drobnej wygranej, po czym było mi żal, czułam prawdziwy smutek, płakałam. Na końcu czułam się wyprana z emocji, mój mózg był roztrzaskany i początkowo bardzo długo myślałam nad  tym wszystkim. Nie chcę za wiele zdradzać, by dużo nie spojlerować, ale wierzcie mi, chyba każde zakończenie Was połamie i będziecie mieli typowo game'ingowego kaca. Nic nie wyda się Wam tak jednocześnie niszczące i budujące jak ending tej gry. Nie wiem, jakim cudem udało się to uzyskać twórcom, ale trafiają bezbłędnie prosto w serce i będzie szczerze Ci żal, że to koniec.



5. Wyjątkowy klimat gry.

Grafika, choć w sumie brzydka, jest na pewno bardzo charakterystyczna. Kocham głos Susan Ashworth . Kolorystyka otoczenia i postaci również ma tu znaczenie. Muzyka, odpowiednio dobrana i w większości stworzona przez warmera dopełnia całość. Świat przedstawiony w grze, niby taki oczywisty a jednak w jakimś stopniu ujmujący i nierealny. Wizje Susan są dopieszczone w szczegółach, te przejścia między rzeczywistością a czymś spoza logiki są wyważone i również wpływają na odbiór całości. Elementy horroru może nie przerażą, ale wprowadzą Ciebie w stan niepokoju. Twórcy postarali się niesamowicie, chylę czoła bo szczerze mówiąc chyba nikt nie zna nic w guście The Cat Lady. No może oprócz Downfall, które de facto również zostało stworzone przez nich. Co mam jeszcze dodać by podkreślić wyjątkowość tej produkcji? 

6. Niezwykły motywator do działania.

Początkowo każdy z Was mógł odnieść wrażenie, że ta gra niesamowicie przytłacza negatywnymi emocjami i szczerze mówiąc osoby wrażliwe wcale nie powinny sięgać po tę pozycję, bo po prostu się załamią od tego natłoku emocji. Tu nie ma podziałów - twardy czy miękki i tak każdy zostanie pokonany emocjonalnie.  Ale wiecie co - dostaniecie też siłę do ruszenia z kopyta i pomyślicie nad swoim życiem w kompletnie inny sposób. Każdemu, od kogo słyszę, że gra niczego nie uczy i nic nie daje, mam ochotę po prostu strzelić w twarz. Dzięki The Cat Lady doceniłam bardziej to, co mam. Uświadomiłam sobie, że mam tylko jedno życie i najważniejszym jest zbierać się w sobie po każdym potknięciu. Trzeba znaleźć w sobie tę wewnętrzną siłę, by pruć dalej. Stanie w miejscu nic mi nie da. Nigdy nie jest tak, że szansa dla mnie na szczęśliwsze życie się skończyła - ile z siebie daję, tyle też dostaję. Jeżeli szukacie nowych doznań, chcecie zmienić swój punkt widzenia by zrozumieć siebie to przed Wami wyświetla się tytuł idealny by kopnąć was w cztery litery: THE CAT LADY



7. Możesz dać coś od siebie do historii i różnie ją zakończyć.

Ciekawym posunięciem twórców było to, że umożliwili graczowi m. in. ułożyć kilka przeszłości Susan przy rozmowie z Doktorem X. Możemy mieć też wpływ na to, czy Susan będzie miała bardziej cięty język czy też przyjmie pokornie fakty do świadomości i będzie spokojna. Nasze decyzje mają wpływ na to, jakie zakończenie ostatecznie otrzymamy - jest ich kilka i nie, nie liczy się tylko ta ostatnia. To wszystko daje nam dosyć obszerne pole do popisu i na dobrą sprawę każda kolejna rozgrywka może dać nam równomiernie tyle samo atrakcji, co poprzednia.

Gra ma też swoje minusy, jednak stają się one kompletnie nieistotne przy tak mocnych plusach. Nie przeszkadzały mi w rozgrywce, tak właściwie to obce opinie mi je uświadomiły i dopiero zaczęłam zwracać na to uwagę. Ze swojej strony dodam tylko tyle: dajcie szansę Susan Ashworth, a o panuje Wasze serca. I ku przestrodze: jeżeli wybierzecie spolszczenie napisów to liczcie się z brakiem polskich znaków, licznymi błędami ortograficznymi i literówkami.

Jakie są Wasze wrażenia? Chcecie podyskutować? Widzimy się w komentarzach!

A na koniec jebnijmy się w łeb.

Źródła obrazków: screen 7, tumblr

Brak komentarzy: