2018/02/09

1979 Revolution: Black Friday - warto, czy nie warto?



Ostatnio zdałam sobie sprawę z faktu, że zapomniałam o kilku prostych przyjemnościach (a w okresie sesyjnym to już w ogóle człowiek sobie przypomna najczęściej o takich sprawach). Pierwszy raz od dawna sięgnęłam po książkę, znalazłam czas na maseczkę i weekend w babskim towarzystwie, pieniądze na Maryjkę i chwilę na granie. Tak wpadłam na 1979 Revolution: Black Friday - grę przygodową z wątkiem osadzonym w czasie powstania w Iranie. Po kiedyśniejszym seansie z Persepolis bez sekundy namysłu od razu rzuciłam się na pozycję. Zostało tylko pytanie: czy polecać ją komuś, czy nie?




Musicie przyznać, że temat gry nie jest zbyt popularny. Niewiele wiemy o Iranie, jego kulturze, nie mówiąc już o jego historii, krwawej i burzliwej, która wydarzyła się wcale nie tak dawno temu. Sama jakoś nigdy się nie pasjonowałam Bliskim Wschodem, dalej w sumie tak jest, ale Persepolis (super animacja, 10/10, obejrzcie, nie zawiedziecie się) nieco rozbudziło moją ciekawość i nieco zgłębiłam zdarzenia w Teheranie pod koniec lat 70tych. Wydawało mi się to nieprawdopodobne, jak wielkie zmiany zaszły w całym społeczeństwie irańskim.

W Persepolis na otaczający nas świat patrzymy przez Marjane - w jej wspomnieniach po kolei odkrywamy realia, w jakich przyszło żyć dorastającemu pokoleniu, zwykłym ludziom, którzy po prostu chcieli być wolni. W 1979 Revolution:  Black Friday głównym bohaterem jest Reza Shirazi - młody facet (z tego co obliczyłam to koło dwudziestki), który chce zostać fotoreporterem i swoim obiektywem chce utrwalić prawdę. Po tym, jak Reza coraz bardziej wkręca się w ruch oporu, zostaje on aresztowany, a naszym zadaniem jest przetrwać i przez retrospekcje poznać historię tego młodego człowieka.

Jak to wypadło?

PLUSY:

Niewątpliwie przez cały czas rozgrywki możecie się dowiedzieć bardzo dużo. Baaardzo dużo. Nie tylko o historii samej w sobie, ale również dowiecie się co nie co o muzyce, tradycji picia herbaty, słodkościach irańskich, alkoholu, zwyczajach w towarzystwie i wielu innych kwestiach. Mało tego: autorzy umieścili w grze autentyczne zdjęcia czy filmy z tamtych lat, niektóre postaci z gry faktycznie istniały (i ich historia również jest krótko opisana w "notatniku"). To prawdziwe źródło informacji, na które się dobrze patrzy i nawet nieźle się zapamiętuje: co prawda część faktów była mi już znana, to nadal dowiedziałam się i przyswołam nowe rzeczy.

Postać samego bohatera pozwala nam się bardziej wczuć w rewolucję. Jakby nie było, to w większości młodzi ludzie się buntują i mają siłę krzyczeć ponad wszystko - razem z Rezą mamy możliwość poznania zdarzeń "od kuchni", ale to nie wyklucza też sytuacji, gdy stoimy w tłumie podczas zamieszek trochę przypadkowo. Mamy przez to wrażenie, że sami przed monitorami jesteśmy uczestnikami tworzącej się wokół Rezy historii.

Motyw przesłuchania też jest bardzo ciekawy - za swoją zuchwałość zmarłam już w pierwszych 10 minutach rozgrywki (ale to ja i moja lamowatość, przykro mi). Mamy też mało czasu na rozmyślanie nad odpowiedziami. Naprawdę czuć presję, liczymy się z konsekwencjami naszego zachowania, a  głowach powtarzamy sobie: "Odpowiedz dobrze, bo zaraz będzie po nas."

Spodobała mi się również wielowarstwowość historii: mamy nie tylko rewolucję i przygotowania do buntu, ale również sprawy związane z przyjaźnią czy rodziną na tle ówczesnych zdarzeń. Możemy również poczuć nastroje wśród mijanych ludzi, czy są za zmianami, czy przeciwko. To zdecydowanie pogłębia odbiór gry i sprawia, że nie chcemy się od niej tak łatwo oderwać.

Z części mniej fabulanej - grafika i muzyka. Ta kreskówkowa forma raczej kojarzy się nam z produkcjami Telltale, mimo to jest nadal przyjemnie i ciekawe zarysowuje świat. Muzyka moim zdaniem dobrze dobrana, odpowiednio do sytuacji, fajnie i przyjemnie uzupełnia całość.

Wydaje się, że wszystko poszło zgodnie z planem, to co w takim razie poszło fatalnie?

MINUSY:
Okropnym złem, które spotkało tę grę, jest sterowanie bohaterem. Przerywniki, w których musieliśmy zrobić coś więcej jak wybranie odpowiedzi, były niesamowicie rozpraszające i, co gorsza, bez nich cała fabuła niewiele by się zmieniła. Toporność i bezsensowność akcji to główny minus 1979 Revolution: Black Friday.

To, co jeszcze wyglądało źle, to animacja postaci. Reza niesamowicie mnie bawił ze swoimi szeroko otwartymi ramionami i chodem nieco przypominającym stereotypowego dresa spod Żabki. Co do innych - ich ruchy wyglądały już lepiej, ale jednak gdy gramy kimś, kto chodzi jak Mateo spod piątki to trochę śmieszy, a nie powinno.

Kolejną irytującą rzeczą były możliwości wyboru, nie zawsze jasne dla gracza. Niejednokrotnie chciałam się po cichu wycofać z napiętej sytuacji, wybierałam w moim mniemaniu neutralne wypowiedzi, a później się tylko okazywało, że sieję wiatr i zaraz będę zbierać burzę. A szczytem był moment,

SPOILER


w którym musiałam wybrać zdrajcę z grupy rewolucjonistów: nie miałam najmniejszego pojęcia, kto mógłby być tą parszywą świnią i celowo wybrałam kółko z powietrzem, żeby nikogo nie osądzać, ale co tam, trzeba było kogoś odstrzelić, padło na jakiegoś typa, co wcześniej siedział mniej więcej w tamtym miejscu i, no cóż, po chłopie.




KONIEC SPOJLERU

Gdyby lista wad miała się na tym kończyć, to jeszcze nie byłoby takiej tragedii, ale w kategorii najgorszego z najgorszych minusów wygrywa fakt, że grę można ukończyć w niespełna dwie godziny! A może nawet ciut szybciej, jak nie umieracie tak często jak ja. I to nie jest tak, że prawdziwa historia Black Friday jest krótka i nie ma co tu więcej tworzyć. Problem polega na tym, że jest naprawdę wiele luk fabularnych. Nigdy nie dowiecie się, jak i kiedy Reza zakochał się w ****, co się działo później, gdy pozostawiono B*** na ulicy, dlaczego w tytule jest data 1979, skoro tytułowy czarny piątek wydarzył się rok wcześniej i w sumie wiele innych rzeczy też się nie dowiecie. Jak to? Początkowo twórcy mieli zamiar podzielić grę na odcinki, w których dokładnie moglibyśmy poznać losy ludzi biorących udział w ruchu oporu. Niestety - wbrew oczekiwaniom gra nie zdobyła zbyt szerokiej popularności, nie można było dobrze na 1979 Revolution:Black Friday zarobić, a nie ukrywajmy, taki projekt jak ten pochłania nieco pieniędzy. W związku z tym uznano, że lepiej jednak będzie zrobić jedną część, chyba z tego, co do ówczesnego momentu zrobili, potem to dać to graczom i oczekiwać, że nikt nie zada pytań.

I teraz ponawiam pytanie: warto po to w ogóle sięgać, skoro historia jest niekompletna, twój wybór nie zawsze jest taki, jak ci się wydaje, a Reza chodzi tak, jakby chciał zadać pytanie w guście "masz jakiś problem?"?

Dużo zależy od tego, czego w ogóle jako gracz chcesz od tego tytułu.

Jeżeli chcesz poznać Iran w mniej standardowej formie, w kresce rodem z Telltale i wynieść z tego kilka ciekawostek - warto w 100%. Jeżeli jednak masz jeszcze inne wymagania, to chyba lepiej obejrzeć sobie gameplay na Youtube i oszczędzić sobie pieniędzy i nerwów.


W najbliższym czasie planuję sięgnąć po 35mm, jednak wyczytałam gdzieś na necie, że można tam umrzeć z nienacka w postapokaliptycznym świecie, więc chyba zrezygnuję (jestem boidupą, wybaczcie). Później mam na liscie 4am, które chyba tak nie straszy. Pożyjemy, zobaczymy co z tym zrobię.

Tymczasem uciekam, wszystkim studentom życzę powodzenia w tym jakże okropnym dla nas czasie a pozostałym dobrego wypoczynku, jeżeli mają już wolne.

Do zobapóźniejpaaa!

Brak komentarzy: